Z Ayacucho do Cusco - o soku z żaby, Å›winkach i Machu Picchu…
June 2, 2010 7:25 pm 60. PeruW Ayacucho zostaliÅ›my dÅ‚użej niż planowaliÅ›my… Kolonialne miasteczko z bardzo autentycznym klimatem. Głównie to wałęsaliÅ›my siÄ™ po rynkach i tak wÅ‚aÅ›nie natrafiliÅ›my na stoisko z “jugo de rana” (sok z żaby)! Z czystej ciekawoÅ›ci zamówiliÅ›my ten peruwiaÅ„ski specyfik, tutaj używany dla celów medycznych. Proces przyrzÄ…dzania soku z żaby widzieliÅ›my na wÅ‚asne oczy i jest dosyć drastyczny. Byc może “żabojady” byliby zachwyceni tym, ale my nie. Mianowicie żywÄ… żabe wyciÄ…ga siÄ™ z akwarium, pozbawia siÄ™ życia uderzajÄ…c jej Å‚ebkiem kilka razy o krawÄ™dż stoÅ‚u. Z uÅ›mierconej żabki zrÄ™cznym ruchem Å›ciÄ…ga siÄ™ skórkÄ™ i resztÄ™ wrzuca siÄ™ na minutÄ™ do wrzÄ…tku celem usuniÄ™cia wszystkich ?nieczystoÅ›ci?. NastÄ™pnie wrzuca siÄ™ podgotowanÄ… żabkÄ™ w caÅ‚oÅ›ci (razem z gÅ‚owÄ…, kośćmi, nóżkami i co tam jeszcze żaba ma, ale bez skóry) do miksera. Na koniec sprzedawczyni dodaje troche innych rzeczy takich jak miód, banan czy też inne przyprawy, tak żeby zabić smak żaby. I koktajl z żaby byÅ‚ gotowy. Kamil chÄ™tny eksperymentów posmakowaÅ‚ zmiksowanej żaby i jak twierdzi wcale jej nie byÅ‚o czuć. Specyfik o walorach zdrowotnych, dobry na pamięć, astmÄ™… Co kraj to obyczaj.

Po 3 dniach spÄ™dzonych w Ayacucho ruszyliÅ›my dalej w stronÄ™ Abancay’u. CzekaÅ‚o nas ok 400 kilometrów szutrami, a od Huancayo zrobiliÅ›my już 400 km czyli razem 800 km przez magiczne Andy. Pierwszy nocleg jakieÅ› 150 km za Ayacucho na dziko nad rzekÄ…. Kolacja to zupka Knora. Rano wczesna pobudka. Droga caÅ‚y czas wiodÅ‚a dolinÄ…, a pózniej znowu siÄ™ wspinaliÅ›my na 4,000 m npm. ZakrÄ™ty, zakrÄ™ty i jeszcze raz zakrÄ™ty. Tak, powoli mieliÅ›my dosyć tego krÄ™cenia i marzyla siÄ™ nam jakas dÅ‚uższa prostka.

I tak jadÄ…c, natkneliÅ›my siÄ™ na zablokowanÄ… drogÄ™. Wypadek - zderzenie siÄ™ autobusu z ciężarówkÄ… wiozÄ…ca paliwo. Przejazdu nie byÅ‚o, a robiÅ‚o siÄ™ dosyć póżno, wiÄ™c zaczeliÅ›my szukać noclegu w pobliskiej wiosce zamieszkiwanej przez ludność Keczua. ZapytaliÅ›my jednego z tubylców wracajÄ…cego z pola, gdzie możemy rozbić swój obóz. I w sumie lepiej trafić nie mogliÅ›my. Bo dostaliÅ›my miejsce na namiot i zaproszenie na Å›winki morskie. Nasz 23 letni gospodarz Romulo mieszka wraz z 16 letniÄ… żonÄ… i matkÄ… w glinianej chatce ze sÅ‚omianym dachem. I w dodatku zajmuje siÄ™ hodowlÄ… Å›winek morkich. Ma ich ze 200! Do wioski tej nie dochodzi żadna droga, jedynie można siÄ™ przejść pieszo lub przejechać konno. ZresztÄ… i tak nikt z mieszkaÅ„ców nie ma fury. Rano zostaliÅ›my zaproszeni na Å›niadanie - kawa, kukurydza i zupa z kapusty. W domku bida aż piszczy. Każdy z nas dostaÅ‚ nowe obowiÄ…zki. Segregacja ziemniaków, mniejsze tylko dla Å›winek, wiÄ™ksze na strych… Gospodynie zajęły siÄ™ przyrzÄ…dzaniem Å›winek morskich, od a do z! A o tym już nie bÄ™dziemy siÄ™ rozpisywać w szczegółach. Może tylko w jaki sposób zostaÅ‚ przyrzÄ…dzony CUY. A mianowicie chodzi o tzw. piekarnik zrobiony w ziemi ( w jez. keczua ‘apo’). Sposób ten pochodzi jeszcze zza czasów inkaskich i nadal jest czÄ™sto praktykowany w andyjskich wioskach. Owiniete w liÅ›ciach kukurydzy Å›winki morskie wkÅ‚ada siÄ™ do rozgrzanej ziemi i po jakiejÅ› godzinie sÄ… gotowe.

A poniżej fota jak wyglÄ…daÅ‚a uczta…

Pózniej pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami i obiecalismy wrócić za kilka lat. Była to naprawdę ciekawa przygoda, jedna z lepszych w całym Peru!!
TrochÄ™ portretów…




Do Abancay dojechaliÅ›my kolejnego dnia. W Brosie zmieniliÅ›my tylniÄ… oponÄ™ na nówkÄ™ - Kingstone, W Abancayu zobaczyliÅ›my pierwszy raz od dÅ‚uższego czasu asfalt i szybko ruszyliÅ›my w kierunku wsi Ollantaytambo. Tam zostaliÅ›my na noc. Iza dostaÅ‚a jakiegoÅ› zatrucia, i rano byÅ‚a nieprzytomna, wiÄ™c dalej do Santa Teresy pojechaliÅ›my tylko na Afri. Do Machu Pichu można dotrzeć na różne sposoby, pociÄ…giem z Cusco za kilkaset zÅ‚otych, można też całą trasÄ™ przejść, albo objechać tak jak my zrobiliÅ›my do Santy Teresy. Z Ollantaytambo do Santa Teresy jest zaledwie 150 km, z tego poÅ‚owa to asflat, ale i tak czas przejazdu to ok 4 do 5 godzin.. Dróżka jest wÄ…ska, zjazdy i podjazdy i nieustannie towarzyszÄ…ce nam przepaÅ›cie. A stamtÄ…d marsz z buta do hydroelektrowni, a pózniej wzdÅ‚uż torów do Aqua Calientes. I tak w sumie szliÅ›my ponad 4 godziny. PadniÄ™ci dotarliÅ›my do sztucznego na potrzeby turystów Aquas Calientes, peÅ‚nych restauracji, luskusowych resortów itp. ZnależliÅ›my hotel zaraz przy torach i tylko co zdążyliÅ›my kupić wejÅ›ciówki na nastÄ™pny dzieÅ„ do Machu Pichu. Rano pobudka przed 4 rano i znowu marsz 1,5 godzinny pod stromÄ… górÄ™. Makabra, przy bramie byliÅ›my ok 5,30 rano, a już byÅ‚o 150 osób przed nami. Samo Machu Pichu napewno nas nie powaliÅ‚o. Nic w stylu, o wow…. Dla przeciÄ™tnego czÅ‚owieka, nie znajÄ…cego siÄ™ na rzeczy, same ruiny nic nie mówiÄ…. Ruiny sÄ… piÄ™knie poÅ‚ożone na stromych zboczach. Widać różne style budowy, inne pokoje mieszkalne, Å›wiÄ…tynie i tarasy. Napewno byÅ‚o warto tu przyjechać i zobaczyć, ale bez wiÄ™kszego zachwytu je opuÅ›ciliÅ›my.

Tego samego dnia dotarliśmy do Santa Teresy i tam zostaliśmy na noc. Celem kolejnego dnia było ponownie Ollantaytambo i fiesta z walkami byków. Ruszyliśmy rano, żeby mieć wystarczjąco czasu na zatrzymywanie się i żeby zdążyć na fiestę. Ale pech chcial, że ziemia się osbsunęła i zablokowała drogę. Przez 1,5 godziny czekaliśmy az droga stanie się przejezdna, a że była tak wąska iż dwa samochody się nie mogą minąć, utwotrzył się korek. Jakoś się wszyscy poprzepuszczali i jazda dalej!

Fiesta ‘Senor de Choquequlica’ byÅ‚a zarÄ…bista! ZebraÅ‚o siÄ™ setki mieszkaÅ„ców okolicznych wiosek, w tradydyjnych strojach, ach te warkocze, kapelusze i inne dodatki. GłównÄ… atrakcjÄ… fiesty byÅ‚y popoÅ‚udniowe walki byków. Nie zabrakÅ‚o też CHICHY, muzy i taÅ„ców. Wszyscy tubylcy byli tak nawaleni, że ledwo stali na nogach. ZaznajomiliÅ›my sie z kilkoma tubylcami, stawiali nam chiche, radochy byÅ‚o co niemiara!



Widok na salinary w Swietej Dolinie.

Dalej dojechaliśmy już do Cusco. Bardzo długo szukaliśmy noclegu, bo albo cena była nie opowiednia, albo nie było parkingu dla motos. W końcu po dwóch godzinach tułaczki udało się nam znaleśc fajny hostelik w starym mieście. W Cusco Kamil zajął się przeglądem naszych maszym. W Brosie wymiana linki do gazu (zerwała się po drodze) i regulacja zaworów. W Afri zamontował nowy, wyższy błotnik, bardziej enduro style.

Dalej prawdopodobnie pojedziemy już do La Paz, choć zastanawiamy się czy nie zachaczyć jeszcze o kaniony. W La Paz w planie trek na sześciotysięcznik Huayna Potosi, a pózniej wbijamy się na północ Boliwii i transamazonką z Porto Voelho do Manaus w Brazylii.
Maciej :
Date: June 2, 2010 @ 23:53
Kochani,wow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Po dłuższej przerwie nadrabiam zaległości i maja dolna szczęka jest w okolicy kostek.Gamańscy - duży szacun!Trzymamy kciuki nadal i nieustająco.
Mariusz :
Date: June 4, 2010 @ 21:00
Foty, szczena opada, obserwuję Waszą podróż od początku i dostrzegam całe mnóstwo fajnistych kadrów. SZACUN.
Po Waszym powrocie chÄ™tnie wpadnÄ™ na wystawÄ™ połączonÄ… z niekoÅ„czÄ…cym siÄ™ slaydshow’em.
Ale czy Wy kiedyś skończycie podróżować ?:)
Już było tak blisko, już szykowałem moto na wasze powitanie gdzieś w Cieszynie a tu sru jakiś yachtostop i popłynęli do południowej :)))
Pozdrowionka
Mariusz
Luca :
Date: June 9, 2010 @ 11:46
Jak się okazuje zjedzenie świnki morskiej przy zmiksowanej żabie to pikuś.
Zastanawiam się co jeszcze zjecie na swojej drodze, albo inaczej, czego nie zjecie? Znaczy się nie będziecie w stanie przełknąć he, he.
P.S.
Mistrzowskie zdjęcia portretowe, chylę czoła. Pewnie to Izy artystyczne dzieło?
ola :
Date: June 10, 2010 @ 11:04
jak ja Wam zazdroszczÄ™!
singapore2poland :
Date: June 15, 2010 @ 3:20
Mariusz,
co do tego kiedy skonczymy podrozowac, to napewno jestesmy JUZ po polmetku, wiec blizej konca jest, niz poczatku:-)))
Jednak Afryka byla tym strzalem w dziesiatke, Ameryka Polduniowa tez fajna, ale nie taka sama…
Luca, zdjatka portetowe sa Izy
pozdro z zimnej boliwii
Karolina Koziara :
Date: June 16, 2010 @ 16:57
Witajcie kochani,
Nie wiem czy mnie pamietacie, ale poznalismy sie na Sylwestra 2006 w Szczyrku, pozniej jakoz tak sie potoczylo ze zamieszkalam z Krzysiem B w Perth, a teraz juz od jakiegos czasu jestem w drodze.
GDZIE JESTESCIE?? Ja obecnie jestem w Barranca, 2h na polnoc od Limy. Jestem tutaj ze znajomymi, ktorzy prowadza motel, ja z mini mieszkam i bardzo mocno Was zapraszam! Piszcie na moj email gdzie jestescie,mam nadzieje ze gdzies niedaleko bobyloby fantastycznie was zobaczyc i posluchac opowiesci, z wyprawy ktora sledze juz od poczatku online
pozdrowiania
karolina
Michał :
Date: June 21, 2010 @ 11:04
Hej!
Respect za te zabe!
Za to w drodze do Aguas Calientes motorem mozna jechac az do hydroelektrowni i tam na komisariacie policji zostawic.
Super sie czyta Was bo wspomnienia niedawno mi odgrzewacie. A i do Afryki ciagnie co raz bardziej. Tyle ze to pewnie bede musial podzielic na 3-tygodniowe wypady, a nie wszystko na raz…
Jesli bedziecie kiedys w Polsce, musimy sie zobaczyc.
Pozdrawiam
Michal