Przez Limę do Ayacucho - o ceviche i śwince morskiej!
May 21, 2010 5:46 am 59. Bolivia, 60. PeruWyjeżdżając z La Paz natkneliśmy się na protesty, pozagradzne drogi, spalone opony i tłumy ludzi. Nie było innego wyjścia, jak omijać wszelkie przeszkody na drodze i na wypadek zdenerwowania mieszkańców miło się do nich uśmiechać. I tak w promieniach zachodzącego słońca dojechaliśmy do jeziora Titicaca, a już po zmroku do miasteczka Copacabamy położonego nad samym jeziorem. Copacabama jest mega turystycznym miasteczkiem, właśnie stąd są organizowane wycieczki między innymi na Wyspę Słońca. My wypad na wyspę sobie odpuściliśmy, za to pojechaliśmy wzdłuż jeziora aż do ostatniej wsi Yampupaty.

Kolejnego dnia ruszyliśmy w kierunku Kasani, granicy Boliwia - Peru. I tu trochę czasu spędzilismy, bo nie mieliśmy dokumentów celnych na wjazd naszych maszyn do Boliwii. Celnik uparcie twierdził że, motory musza zostać w Boliwii do czasu kiedy oni będą mogli zweryfikować czy one faktycznie legalnie wjechały do Boliwii. My możemy opuścic Boliwię, a maszyny zostają. Co za facet się trafił! Spędziliśmy tam prawie godzinę, na wszelkie sposoby próbując z nimi rozmawiać. W końcu ulegli i 20 usd załatwiło sprawę. Weryfikacja nie była już potrzebna, a my mogliśmy wyjechać z Boliwii i wjechać do Peru. Po stronie Peru odprawa graniczna przeszła lekko
Zaraz za granicÄ… powtórzyÅ‚a siÄ™ podobna sytuacja jak przy wyjeżdzie z La Paz. Droga byÅ‚a pozagradzana kamieniami przez ok 60 km, miejscami porozrzucane stÅ‚uczone szyby, a w dodatku grupki tubylców gotowi do boju z kamieniami w rÄ™kach! MusieliÅ›my siÄ™ tÅ‚umaczyć że jesteÅ›my tylko turystami w Peru i nic nie mamy zwiÄ…zanego z sytuacjÄ… ekonomicznÄ… Peru. I tak dotarliÅ›my do Desaguadero. I pierwsze tankowanie z banioków, jak poniżej…

Peru, rozłożyliśmy sobie na dwa etapy. Pierwszy etap, z braku czasu i innych czynników przejechaliśmy wybrzeżem do Limy. Tam rozstaliśmy się z Gienkiem (jechał z nami od Buenos Aires przez Chile i Boliwie) i sprzedaliśmy Kawasaki. Drugi etap to zjazd przez góry do Cusco, a pózniej przez kanion Colca do La Paz.
Pierwszy etap - Zanim nawet wyjechaliÅ›my z Desaguadero, już wiedzieliÅ›my że bÄ™dzie zimno i mokro. Czarne i potężne chmury zawaliÅ‚y caÅ‚e niebo, a do tego przed nami do pokonania byÅ‚o kilkaset kilometrów przez Andy, przełęcze siÄ™gajÄ…ce prawie 5 tys m npm. Jednak ruszyliÅ›my przed siebie, byÅ‚o zimnoooo, a przed deszczem i Å›niegiem zdążylismy siÄ™ schronić w jednej z mijanych wiosek. Ta droga przecinajÄ…ca Andy do Moquegua byÅ‚a psychicznym koszmarem! Asfalt, wiÄ™c nie byÅ‚o żadnych technicznych trudnoÅ›ci. Jednak niesprzyjajÄ…ca aura, byÅ‚o cholernie zimno, niezliczone ostre zakrÄ™ty i ta ciÄ…gnÄ…ca siÄ™ droga, za każdym wzniesieniem wydawaÅ‚o siÄ™ nam że już bedziemy zjeżdzać na dól i do miasteczka niedaleko, a tu ciÄ…gle byÅ‚o pod górÄ™! Koszmar, zÅ‚ość i zmÄ™czenie… JechaliÅ›my dość dÅ‚ugo po zmroku, co dopiero byÅ‚o mÄ™czÄ…ce i z reguÅ‚y nie jezdzimy w nocy, ale jakoÅ› tak wyszÅ‚o. Nie ma nic gorszego, jak być ciÄ…gle oÅ›lepianym przez jadÄ…ce z naprzeciwka ciężarówki. Zaraz po dojechaniu do Moquegua znalezliÅ›my hotelik i padliÅ›my ze zmÄ™czenia. Rano wypad na rynek i zapodaliÅ›my tradycyjnÄ… peruwiaÅ„skÄ… potrawÄ™ - ceviche czyli ryba swieza (w wersji tanszej - kalmary) marynowana w soku z limonki, podawana z cebula w kostke pokrojona i do tego kukurydza prazona na ziemniakach slodkich. Tak naprawdÄ™ każde miejsce ma swój sposób przyrzÄ…dzania ceviche. Smakuje nieziemsko!

Dalej już panamerikanÄ… jechaliÅ›my w kierunku Limy. Wybrzeże tak naprawdÄ™ nam siÄ™ nie spodobaÅ‚o. Szaro i pustynnie…Po drodze zatrzymaliÅ›my siÄ™ w Nazce. A żeby zobaczyć o co chodzi w tym caÅ‚ym zamieszaniu z liniami Nazca, które byÅ‚y dla nas wielkim rozczarowaniem.
Pierwszy ‘kapec’ Bros’a…

Kawasaki sprzedaliÅ›my peruwiaÅ„czykowi mieszkajÄ…cemu w Limie. WiÄ™ksze motorki chodzÄ… po dosyć wysokich cenach w Peru, wiÄ™c kupno maszyny od koÅ„czÄ…cego turysty po europejskiej cenie jest jakby “wielka wygranÄ… w loterii”. W Limie zostaliÅ›my u Jacka. Jacek od dwóch lat mieszka i pracuje jako nauczyciel muzyki w stolicy Peru. Bardzo spoko facet, szczeÅ›liwy posiadacz Hondy Tornado 250, zjezdzil naprawde niezÅ‚y kawaÅ‚ek Å›wiata. pozdro
Z Jackiem

I jeszcze jeden news, w końcu chłopcom udało się znaleśc restaurację serwującą pieczoną świnkę morską! Czyli CUY picante, bardzo popularna potrawa w górach. Nasza była podawana na talerzu jeszcze z pazurkami i ząbkami czyli pierwsza klasa. Smakuje trochę jak kurczak, ale za to skóra jest tak niesamowicie twarda. Jest to jedzenie dla ludzi biedniejszych z gór, nasi peruwiańscy znajomi z Limy nigdy nie jedli świnki i zaliczają ją do rodziny szczuro-podobnych.


W Limie odpoczywaliśmy, mieliśmy wielką potrzebę zostać dłużej w jednym miejscu niż dzień czy dwa. Podróżowaniem można się zmęczyć. Poznaliśmy fajnych ludzi, pochodziliśmy po knajpach itd. Po tygodniu byliśmy gotowi ruszyć dalej. Z Jackiem ruszyliśmy w kierunku Chaclacayo. Tam zjedliśmy jedzonko i po pożegnalnych łezkach pojechaliśmy dalej do La Oroya. Plan był taki żeby przez góry, jedno z bardziej niedostępnych rejonów Peru dotrzec do Machu Pichu.
Od przypadkowo spotkanego peruwiaÅ„czyka dowiedzieliÅ›my siÄ™ o fiescie w okolicach Tarmy. Decyzja spontan, też jedziemy tam. Tylko 60 km, a może bÄ™dzie cosik ciekawego. I byÅ‚o, urocza mieÅ›cina, kolorowe stroje i taÅ„ce. Wieczorem chlaÅ„sko…



Zostaliśmy tam na noc i następnego dnia ruszyliśmy do Huancayo. Za samym Huancayo asfalt się skończył, a zaczął się szutr. Pikne widoki, andyjskie wioseczki położone na stromych zboczach gór..i jakieś nadzwyczajne uśmiechy ludzi. Nie dziwne, bo jest to chyba najmniej turystyczny rejon Peru i mieszkańcy są naprawdę gościnni i chętni do rozmowy. Noc spędziliśmy w jednej z mijanych wiosek. Nie mogliśmy znaleśc żadnego miejsca na namiot niż boisko. Wszystko w pobliżu było położone na stromych zboczach. I tu naprawdę miła niespodzianka ze strony mieszkańców. Wieczorem zaproponowali nam koc do spania. Rano przynieśli nam śniadanie - gotowane ziemniaki i ser krowi! Byli ciekawi nas, tak samo jak my ich. Nie mogli się nadziwić jak możemy spać na samej ziemi, bo zobaczyli że namiot jest tak cienki. Ale mat nie widzieli.


Dalej ruszyliśmy w kierunku Ayacucho. Cały czas jechaliśmy na wysokościach, najwyższa przełęcz, jaką pokonaliśmy od Limy to 4800 m npm. Bros znowu marudził. Zjeżdżaliśmy już stopniowo w dół, a jazda drogą momentami wąską na 3 metry, mając po prawej stronie kilkuset metrowe przepaście w dół przyprawia o lekki zawrót głowy. A czasem tak się to kończy jak poniżej. Te wraki ciężarówki dwa miesiące leżały w rzece. W momencie jak my przejeżdżaliśmy to je wyciągali.

Jechaliśmy szeroką, zieloną doliną wzdłuż rzeki Mantaro.


Na noc zatrzymaliÅ›my siÄ™ przed mieÅ›cinÄ… Mayocc. RozbiliÅ›my namiot w otoczeniu wysokich kaktusów….Raj:)

widok z namiotu….

Kolejnego dnia dotarliśmy już do Ayacucho. A o Ayacucho w kolejnym poscie.
Wrzuciliśmy nowe zdjecia do galerii z trasy Brazylia-Argentyna-Chile.
Piotr :
Date: May 21, 2010 @ 8:25
Siema !!
Pozdrowienia od Ren i odemnie !!!!!
Michal :
Date: May 23, 2010 @ 16:59
Czolem podroznicy!
Super ze pojechaliscie przez gory do Cusco. Tam naprawde ciekawe Peru, autentyczne, bez turystow. My jeszcze zahaczylismy o Huancavelice po drodze. Od Ayacucho juz pojedziecie jak my, wiec ostrzegam Was przed jazda nocna - sa ataki z bronia (bylismy swiadkami), a przewodniki niekoniecznie o tym mowia.
Odcinek od Puno do Cusco byl dla nas najwieksza katorga podrozy - prosta droga asfaltowa, zimno, wysoko i deszcz. Przemoczeni bylismy calkowicie, tak wiec rozumiem doskonale o czym piszecie.
Co do Cuya, to probowalismy go wlasnie w gorach Peru, i wg ludzi to ich najwiekszy przysmak, ktory rzadko jedza.
Pozdrawiam z Salwadoru, dzis wylot do Polski
Michal
Luca :
Date: May 24, 2010 @ 10:00
Widoczki jak zawsze bajeczne, ale jak mogliście zjeść biedną morską świnkę łeeeee?
i jeszcze raz łeeeee
a może to był taki niewyrośnięty kurczak skoro smakował jak kurczak?
Smacznego,
to jak będziecie zjadać kolejnego dziwniewyglądającego kurczaka, może tym razem będzie z długim łysym ogonem he he.
MarcinW :
Date: May 24, 2010 @ 13:19
Jak zwykle potraficie wzbudzić zazdrość, jednak proszę o więcej widoków, może panoramy?
Pozdrawiam i czekam na kolejne odcinki z drogi do PL.
Mateusz :
Date: May 31, 2010 @ 8:00
Pozdrowienia z Albani!!
Jacek :
Date: June 2, 2010 @ 5:49
Z ciekawosciq obserwuje postepy podrozy. Jak zwykle swietne zdjecia. Pozdrawiam z Limy. Jacek.
Mladen Petrunoff :
Date: June 7, 2010 @ 22:32
Nice trip.Good luck.
Eśka :
Date: June 9, 2010 @ 16:13
Hm. Oglądałam kiedyś film o żabach z Titicaca
A świnka morska prezentuje się trochę przerażająco 
Mark Hammond :
Date: June 26, 2010 @ 16:07
Nice to see you are still on the road and having a great time!