Boliwia - komarzyska, piranie i błotko!

4:20 pm 59. Bolivia

Dotarliśmy do Trinidadu. Miasto, chociaż położone już w dżungli, zaskoczyło nas swoim rozwojem. W parku centralnym na drzewach wylegują się leniwce. Jak zwykle, co rano uderzaliśmy na mercado (rynek), aby coś wszamać. Rynki od zawsze nas pociągały swoja różnorodnością, kolorytem i egzotyką. I tym że, gringos zwykle tam nie bywają. Do Kawasaki kupilismy nowy aku, bo od samego Buenos był problem z zapalaniem. Zwykle musieliśmy zapalać na popych.

Z Trinidadu chcieliÅ›my pojechać do Santa Ana de Yacuma. Na mapie widniaÅ‚a maÅ‚a dróżka do tej miejscowoÅ›ci. Jednak po 70km od Trinidadu, zmuszeni byliÅ›my zawrócić, bo droga byÅ‚a jeszcze nieprzejezdna. KwiecieÅ„ to koÅ„cówka sezonu deszczowego i wciÄ…z jest zalana woda wiÄ™ksza cześć Amazonii. RobiÅ‚o siÄ™ późno, wiÄ™c rozbiliÅ›my namiot nad rzekÄ… Ipurupuro niedaleko drewnianej chatko-restauracji. Miejsce byÅ‚o dosyć syfiaste, Å›winki i kury szwÄ™dajÄ…ce siÄ™ dookoÅ‚a… Ale klimatyczne, Å‚owiliÅ›my piranie (chyba z 10 zÅ‚owionych!!!!), z wody wynurzaÅ‚y siÄ™ różowe delfiny, pikne lasy deszczowe, latajÄ…ce ary, zachód sÅ‚oÅ„ca i zimny browar! Jedyne to czego nie daÅ‚o siÄ™ znieść to chmara komarów przed zachodem sÅ‚oÅ„ca. Masakra, takiej iloÅ›ci komrzysk nie spotkaliÅ›my nawet w dżungli kameruÅ„skiej. Nie byliÅ›my w stanie nic robić. ByÅ‚y wszÄ™dzie! SchowaliÅ›my siÄ™ w namiotach, żeby zjeść - zupÄ™ z piranii!

Kolejnego dnia, ruszyliÅ›my zpowrotem do Trinidadu, a póżniej za cel dnia obraliÅ›my sobie mieÅ›cinÄ™ San Ignacio de Moxes. Przypadkowo spotkany motocyklista Nicolas pomógÅ‚ nam zaÅ‚atwic przeprawÄ™ wÄ…skÄ…, drewnianÄ… barkÄ… na drugi brzeg rzeki. Nicolas nie mógÅ‚ uwierzyć że, podrózujemy bez GPS’u. Ah ten GPS Å›wiat opanowaÅ‚. A przecież najlepszym GPS’em sÄ… miejscowi tubylcy…

Po drugiej stronie rzeki od razu poczuliśmy większą dzikość. Rybackie, skromne chatki, bez wody i elektryczności. 4 kilometry dalszego szutru i kolejna przeprawa barką przez rzekę Mamrone. Trasa, początkowo była makabryczna. W pełnym sezonie deszczowym pewnie mało kto ją pokonuje. Wielkie dziury, koryta po wcześniej przechodzących wodach, wyschnięte koleiny. Po obu stronach szutrówki były spławne rzeko-sadzawki, a w nich pełno ryb. Byliśmy zaskoczeni, jak zobaczylismy płynącą mini barkę z samochodem. Droga nie była ąz taka straszna, żeby płynąć barką.

Ale jak siÄ™ pożniej okazaÅ‚o, dalej drogÄ™ przecinaÅ‚a rzeka siÄ™gajÄ…ca głębokoÅ›ci 2-3 metrów. Przygód wiÄ™c nie brakowaÅ‚o. Mozolnie pracujÄ…ce koparki zasypywaÅ‚y rzekÄ™, ale nie byÅ‚o szans na zakoÅ„czenie prac do koÅ„ca dnia. PozostaÅ‚o czekać razem z innymi busikami. Upal byÅ‚ straszny. WskoczyliÅ›my do rzeki, żeby trochÄ™ siÄ™ schÅ‚odzić. Kamil wraz z innymi lokalsami polowaÅ‚ na piranie. Iza spotkaÅ‚a siÄ™ z metrowym wężem. I tak czekaliÅ›my do koÅ„ca dnia. Przed zmrokiem, nie majÄ…c innego wyjÅ›cia rozÅ‚ożyliÅ›my swój obóz przy drodze. Znow napadÅ‚a nas chmara komarów. Jeszcze gorsza niż poprzedniej nocy, bo mieliÅ›my stojÄ…ce wody po obu stronach drogi. Idealne miejsce dla moskitów. Kopary jeżdziÅ‚y obok naszego namiotu aż do 2 nad ranem. Noc nieprzespana. I tak po 12 godzinach czekania, ruszyliÅ›my dalej nastÄ™pnego dnia, bo rzeka zostaÅ‚a zasypana. Ciekawe na jak dÅ‚ugo…

DzieÅ„ zapowiadaÅ‚ siÄ™ lekko i przyjemnie, gdyby nie fakt że, walneÅ‚o gigantycznym deszczem. Szuterek bÅ‚yskawiczne zmieniÅ‚ siÄ™ w tzw. “szklankÄ™” Na pierwszy rzut oka, nie wyglÄ…daÅ‚o to tak żle, ale jechaÅ‚o siÄ™ dosÅ‚ownie jak po lodzie. JechaliÅ›my z predkoÅ›ciÄ… 5-10 km/godz, caÅ‚y czas podpierajÄ…c siÄ™ nogami. Gleb byÅ‚o co niemiara. 40 kilometrów w 7 godzin. Do Yucumy dotarliÅ›my póżnym wieczorem, cali umorsani w bÅ‚ocie i zmÄ™czeni.

Z Yucumy pomkneliśmy w kierunku La Paz. Zastanawialismy się nad Rurre, ale nadmierny rozwój turystyki w tym miejscu, nas do tego zniechęcił. Trasa z Yucumy w kierunku Coroico była rewelacyjna. Dookoła ciągneła się gęsta dżungla. Stosunkowo łatwy wijący się szutr, raz pod góre, raz stopniowo się obniżając. Szaleni kierowcy autobusów, którzy to tak naprawde nic nie robią sobie z motorów na drogach. Nie zwolnią i nie przepuszczą. Tak jakby oni byli tylko panami dróg. Raz, Kamil został zepchnięty przez właśnie taki szalony autobus na pobocze. Na szczeście tylko przyglebował! I poczatkowo byliśmy zmyleni kierunkiem ruchu na drogach, jak po raz ktoryś zobaczyliśmy rozpędzone auto na naszym prawym pasie! Myśleliśmy, może kierowca przysnąl albo zaszkodziła nadmierna ilośc koki. Ale jak się póżniej okazało, zasada jest taka, w zależności po której stronie drogi jest przepaść, od tego zależy ruch. Głównie jest tak, że kierowca jadący z górki,jedzie bliżej przepaści. A chodzi o to, że jadąc z górki łatwiej mu kontrolować zasięg kół, niż jadąc pod górkę.

Dotarlismy do Coroico, skÄ…d zaczyna siÄ™ “droga Å›mierci”. Rocznie na tym 80km odcinku wÄ…skiej drogi gineÅ‚o ok 100 osób. PrzepaÅ›cie w niektórych miejscach przyprawiajÄ… o zawrót gÅ‚owy. Wstep na drogÄ™ Å›mierci to 5 usd od motoru. Obecnie wiÄ™kszoÅ›c uczestników ruchu na drodze Å›mierci to rowerzyÅ›ci. StwierdziliÅ›my, że jechalismy dużo bardziej niebezpiecznymi drogami w innych krajach, a wstÄ™pu nie byÅ‚o.. :) Ale dla widoków warto byÅ‚o przejechać tÄ… drogÄ…. Przez przełęcz La Cumbre 4700m npm wjechaliÅ›my do La Paz.

La Paz naprawdę nas urzekło swoim klimatem. Niby miasto podobne jest do miasta, ale La Paz jest inne. Ciekawie położone, bo wszędzie jest płasko, płasko, aż tu nagle wyłania się ogromna dziura, a w niej miasto La Paz. Nad miastem wznosi się ośnieżony masyw Illmani. Pełno straganów ulicznych i ryneczków, każdy coś tam sprzedaje i kombinuje. Rano jest najrzwawiej na ulicach, jakby wszyscy zrywali się do pracy o tej samej porze. Godzinami moglibyśmy podziwiać kolorowe stroje indianek.

Klimatycznie i autentycznie. Jedno z piękniejszych miast Ameryki Południowej w którym bylismy dotychczas. Spędziliśmy tutaj tylko 3 dni, co tak naprawdę jest za mało, ale będziemy tutaj ponownie za kilka tygodni :)

pozdro,

5 Responses
  1. Luca :

    Date: May 4, 2010 @ 9:25

    Znowu fajne błotko, prawie jak w Afryce, no i krajobrazy bajeczne.
    Jazdę ślizgiem zapewne macie opanowaną do perfekcji he he.
    Pozdrowionka

    P.S.
    Jak smakują własnoręcznie złowione piranie?

  2. Mateusz :

    Date: May 5, 2010 @ 10:48

    Hola amigos!

    Jak patrzÄ™ na to zdjÄ™cie rzeki przepiÄ™knie skÄ…panej w Å›wietle zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca, to wiem że warto marzyć i… oszczÄ™dzać ;)

    Moi mili, Iza, codziennie dojeżdżam do pracy w kasku od Was dostanym jeszcze w Kazachstanie, i znowu marze..

    Dzięki za inspiracje!

    Szerokości i szczęśliwych przygód.

    Pozdrawiam z Krakowa

    ps. jakoÅ› na wiosnÄ™ 2011 bÄ™dÄ™ robić kurs na paralotnie na górze Å»ar, zapraszam serdecznie, warunki wspaniaÅ‚e… :)

  3. singapore2poland :

    Date: May 12, 2010 @ 20:33

    Luca,
    piranie smakuja niezle, co prawda bardziej nadaja sie na zupke niz smazone, bo male to jest, malo miesiwa jest, zupka calkiem, calkiem wyszla :-)

  4. Ewa Baw :

    Date: May 14, 2010 @ 15:47

    pozdrawiam serdecznie, dobrze za wami podróżować, palcem po mapie… i tyle musi mi wystarczyć. Zdrówka życzÄ™.

  5. Michał :

    Date: May 18, 2010 @ 13:03

    My sprzedalismy juz motor w Buenos. Pozostaje czytac Wasz blog i wracac do naszych wspomnien.
    Piszcie duzo! Ciekawe jak do Limy jechaliscie - gorami czy wybrzezem.
    Pozdro
    Michal

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.