Boliwijska tarka i dwa lata w drodze…
April 21, 2010 4:49 pm 58. Chile, 59. BoliviaZ San Pedro de Atacama pojechaliśmy w kierunku granicy z Boliwią. Przed Nami ponad 500 km bezdrożami boliwijskich Andów do Uyuni. Zabraliśmy ze sobą 15 litrów paliwa w karnistrach i zapasy jedzenia na 2 dni. Nie wiedzieliśmy za bardzo czego się spodziewać, bo słyszeliśmy i czytaliśmy różne relacje o tej trasie. W rzeczywistości trasa jest całkowicie przejezdna i nawet oznakowana. W dodatku bardzo turystyczna. Dziennie spotykaliśmy ponad 30 jeepów! Makabryczna była kilkunasto centymetrowa tarka. Szlak nas naprawdę trafiał, bo maszyny nie miały już tej mocy na wysokościach, więc rozwiniecie odpowiedniej prędkości nie było takie łatwe na tej tarce. A wolna jazda to po prostu piekło! Jazda poboczem nie była wcale łatwiejsza, bo koleiny i tarka też była, Trasa momentami prowadziła na wysokościach ponad 5 tys m npm. Pierwsze obozowisko rozbiliśmy jakieś 2-3 metry od jeziora Colorada. W nocy było ciekawie, bo z każdej strony było słychać odgłosy flamingów i do tego nasze namioty odwiedziły lamy. Noc jak na gospodarstwie. Zimno, brrrrr. Soki rano były zmarznięte. Pobudka przed wshcodem słońca i pakujemy manele przed przyjazdem pierwszych jeepów z turystami. Sceneria jak z filmu - jezioro z setką flamingów.




Kolejny dzień - pierwsze kilkadziesiąt kilometrów to tragiczna tarka. Pod koniec dnia stan szutru się polepszył. Na oparach paliwa dojechaliśmy do wsi San Juan. W Afri 500 metrów przed wsią zabrakło paliwa. Przelaliśmy z Brosa i ulokowaliśmy się w bardzo swojskim hospedaje San Juan. Pokój za 3 usd/osoba. Bolwia jest bardzo tania, paliwo 0.45-0.50 usd/litr. Śniadanie za lokalnych rynkach za 2 usd na 3 osoby. Przed wyjazdm nastepnego dnia gawędziliśmy krótko z przypadkowo poznanym boliwijczykiem o okolicznych miejscach. Poczęstował nas owocami Pasakana, ktore jak się okazało są owocami kaktusa - smakuja troche jak mieszanka kiwi z makiem. Zatankowaliśmy i ruszyliśmy na podbój salaru Uyuni - pustynii solnej. Zjechaliśmy za wcześnie z drogi i trochę pogrzeziliśmy w błocie. Pózniej to już zaczął się raj. Uyuni to największy salar na świecie. Dziesiątkami kilometrów nie ma nic. Jeżdzi się tak jak po asfalcie. Łatwo traci się orientacje w takiem terenie. Zatrzymaliśmy się na jednej z ‘wysp’ (bez nazwy), których na salarze jest dużo i ruszyliśmy na polowanie na owoce kaktusów. A że kaktusy mają po kilka metrów wielkości. więc użyliśmy wędki na ryby! Owoców było sporo, ale nie dojrzale, no niestety. Na noc rozbiliśmy namioty pośrodku salaru, gdzieś w niewiadomym miejscu. No było naprawde ‘muy lindo’ i klimatycznie!! Wow, wow….salar robi wrażenie, szczególnie przy zachodzie słońca.





Kolejnego dnia dojechaliśmy do wyspy Incahausi, miejscówka super turystyczna, wstęp do toalety po 10 boliwiano.Sciągają kasę z ‘gringos’ gdzie tylko się da. Każda toura na Salar Uyuni przyjeżdża właśnie w to miejsce.

Pózniej pojechaliśmy do miasteczka Uyuni. Od ulicznej kucharki zjedliśmy spieczoną lamę z kukurydzą. Lokalnych przysmaków ulicznych nie brakuje w Boliwii. W końcu zapachniało egzotyką. Po tygodniach spędzonych w Argetynie i Chile czekaliśmy już na to. Godzinami można się gubić na ulicach. W Uyuni spotkaliśmy dwie Polki z szalonymi pomysłami. Dominika i Gabrysia od 3 miesięcy są w podrózy z plecakami po Ameryce Południowej, w dzielnicy La Boca, Bunos Aires napadnięto je i znajomych z bronią. Wieczorem wypad do baru…



Dalej było Potosi. Wybraliśmy się z przewodnikiem na wycieczkę do dawnej kopalni srebra. Przez dwie godziny chodziliśmy po słabo zabezpieczonych korytarzach. Czasem trzeba było czolgac się na kolanach, a czasem brodzic w wodzie. Było ciekawie i z adrenaliną. Można zobaczyc jak chłopcy skręcają dynamity i jakich prymitywnych narzędzi używają…


Z Potosi pojechaliśmy boczną drogą przez La Higuera (gdzie zabito Che Guevare) do Vallegrandę. Powoli zjeżdżaliśmy już z Altiplano. Krajobraz dookoła zacząl robić się dżunglowaty…Upalnie i wilgotno…Cały czas suszy. Całkowicie inny świat niż w górach. Wioski bardziej rozwiniete. Sucre to całkowicie nas zaskoczyło swoim rozwojem. Jak w Hiszpanii. Trochę pokręcimy się jeszcze w dżungli, a pózniej “drogą śmieri” dojedziemy do La Paz.
I tak właśnie stuknęły nam dwa lata w drodze! Trochę się postarzeliśmy, przybyło nowych zmarszczek i siwych włosków. Całkowity spontan, bo nigdy wcześniej nie pomyślelibyśmy o tym, że po Afryce wylądujemy w Ameryce Południowej. Przygoda, której NIGDY nie zamienilibyśmy ani na wygodne życie, ani dobry samochód. Tego nie da się kupic, to trzeba przeżyć. Podróż długa jest całkowicie inna, niż podróże 2-3 miesięczne. Inne przeżycie, inne doznania. Życie stało się ciągłym przemieszczaniem sie. Co naprawde może jarać, to że nie znamy JUTRA, gdzie rostawimy namiot i co będzie w pobliżu itp. To wciąga! W ciągu dwóch latek nawineliśmy na dwa kółka trochę ponad 100 tys km… 10 letnia Afri jest niezawodnym motocyklem na długie podróze. Jednak, gdybyśmy wyruszali jeszcze raz z Singapuru na dwóch motocyklach, a nie na jednym, to wybór padłby na coś bardziej lekkiego niż AT.
Wielkie dzięki, tym którzy w jakiś sposób przyczynili się do naszej wyprawy. Tych których spotkaliśmy w drodze, za dach nad głową i gościnnośc, rodzinie i znajomym za załatwianie formalności podczas naszej dwuletniej nieobecności w kraju, za wysyłki części i innych rzeczy.
Reginaldo :
Date: April 21, 2010 @ 17:02
Hi Kamil & Iza,
Congratulations for a long time riding the World!
Nice pics from Uyuni Salar.
I like too much bolivian altiplano and Uyuni Salar they are very, very beautiful.
All the best,
Reginaldo.
chris :
Date: April 21, 2010 @ 17:18
well done guys! cheers
Mark Hammond :
Date: April 21, 2010 @ 18:20
Congrats on your 2-yr anniversary! Hope the adventures and beauty of Bolivia made up for the bureaucratic nightmares of Brazil.
Mariusz :
Date: April 21, 2010 @ 20:10
jak to szybko minęły te dwa latka,
mam nadzieję że był torcik z dwoma swieczkami
najlepszego na resztę wyprawy!!!
ps. AFRI ma 4 świeczki czyli… półmetek? :)))
Luca :
Date: April 22, 2010 @ 8:40
Aż łezka w okou się kręci, że to już dwa latka. Poniekąd, czytając zawzięcie wasze relacje czuje się odrobinę jak bym sobie z wami trochę pojeździł po tym pięknym świecie i w nagrodę zjem w waszym imieniu swoje imieninowe cisto, które upiekła mi żonka.
Jak już dojedziecie do Polski to będzie mi brakowało waszych relacji.
Trzymajcie się swoich marzeń bo was uskrzydlają a luksusowy samochód i wypasiony dom niezapomnianych wrażeń na całe życie wam nie dostarczą.
Pa.
marumaru :
Date: April 22, 2010 @ 9:45
jestem pod wrazeniem!
IzA:) :
Date: April 22, 2010 @ 11:10
wspaniałe jest to, że łamiecie stereotypy, realizujecie marzenia i potraficie sprostać wyzwaniu, jakim jest życie w drodze. jesteście świetni! 3mam kciuki:)
Michał :
Date: April 22, 2010 @ 11:29
Czytam Was już chyba od ponad roku. Z niecierpliwością czekam na każdą kolejna relację. Strasznie Was podziwiam. Piękna sprawa taka podróż i do tego na motocyklu…
Wszystkiego dobrego z okazji “dwóch lat”
Pozdrawiam
MarcinW :
Date: April 22, 2010 @ 12:21
Najlepszego z okazji Waszych dwóch lat w podróży. Ciekaw jestem, gdzie pojedziecie, gdy już wrócicie do PL. A może tylko przejedziecie przez PL ? Teraz bratamy się ze Wschodem, zatem może domknięcie kółko przez Kołymę? Gorąco pozdrawiam z coraz cieplejszej Polski (w Gdańsku w południe 10 stopni).
Bjorn :
Date: April 23, 2010 @ 15:05
Congratulations - 2 years / 100000 km! Seems like we missed each other, as I’m now going Uyuni/SanPedro. But maybe see you in Peru?
olo :
Date: April 25, 2010 @ 13:12
no to nastepne 2 lata miminum przed wami! niesamowita przygoda…
Amit Sharma :
Date: April 28, 2010 @ 10:40
Great guys… Congratulations to both of you on this major accomplishment.
You got excellent snaps here, I can only imagine how it would be to be there in person.
Cheers,
Amit
Dominik :
Date: April 29, 2010 @ 11:17
Hi Iza,
hi Kamil,
great to see you still traveling!
I myself have savely reached Cologne last week again and just want to re-new my invitation: when passing by on your way to Poland you are very welcome.
Have fun and take care!
Best regards
Dominik (met in Calafate with “Topo” (XT600E))
ola :
Date: May 2, 2010 @ 12:06
Wspaniale to juz 2 lata!!!! Pięknie, że mogliście świętować w takim miejscu! Niezwykła jest Wasza podróż, aż brak słów. Niech droga Was prowadzi w najpiękniejsze zakątki ziemi, a spotykani ludzie niech zawsze witają Was uśmiechem! Wszystkiego najlepszego z okazji tej pięknej podróżniczej rocznicy
singapore2poland :
Date: May 2, 2010 @ 17:01
dzieki wszystkim za comments:-)
thanks for the comments:-)
pozdro, I&K
Mary :
Date: May 11, 2010 @ 0:41
Well done! Iza!
Congratulations!
It’s amazing that you guys are traveling more than 2 years, more than 100,000 km!
Good luck for everyday in your trip!
love,
Mary
xoxo
gabi :
Date: May 23, 2010 @ 20:01
dzieki Wam to tych pomyslow tylko nam przybylo
a 2 latka opijemy w przyszlym tygodniu 
do zobaczenia!