Z Buenos Aires do Los Andes (Chile
March 29, 2010 5:03 pm 57. Argentina, 58. ChileW Buenos Aires wszystko dzialo sie szybko. Kurs hiszpanskiego, nowe paszporty tymczasowe, zwiedzanie i zakup trzeciego motoru. I w tym przypadku sa dwie opcje, mozna kupic motor na lokalnych blachach, badz tez od konczacego objazd Ameryki Poludniowej turysty na zagranicznych blachach. I ta druga opcja jest rzecza prostsza i tansza. Zwykle te motory chodza po bardzo rozsadnych cenach. I nie ma zadnego problemu z wjazdem i wyjazdem z Argentyny. A turysta na argetynskich blachach nie zawsze jest w stanie wyjechac z Argentyny (jakies tam prawo…). Wczesniej bylismy juz ustawieni z Turkiem i to wlasnie od niego zostal kupiony uzywany Kawasaki KLR 650 na amerykanskich blachach. Sprawe zalatwilismy u notariusza w Urugwaju (co tak naprawde nie bylo konieczne). Dowod rejestracyjny zostal zmieniony za pomoca magicznego photoshopa i bez problemu motor wjechal do Argentyny
Nasz argentynski znajomy Jose Louis ma warsztat mechaniczny, wiec przy okazji Afri przeszla porzadny remoncik. Spawanie ram, wymiana lozysk stozkowych, wymiana tulejek i oleju w przednim zawieszeniu, naprawa rozpadajacego sie tylnego pudla… itp. Muchos gracias amigo! Zakupilismy tez nowa opone na tyl - Michelin Sirac. Na poprzedniej zrobilismy jakies 22 tys km.

Samo Bunoes nie powalilo nas napewno. Dawna dzielnica robotnicza Boca (miejsce, gdzie narodzilo sie Tango) to obecnie tylko show dla turystow.


Za to klimatyczne sa knajpy i bary. Charakterem przypominaja krakowski Kazimierz. Poznalismy Polakow Wieska i Elize w pubie Krakow prowadzonym przez Polakow. Maja dosyc duzy wybor wodek i troche zarcia polskiego….Wiesiek bardzo wesoly czlowiek. Dowiedzielismy sie, co jest dosyc ciekawe, ze w samym Buenos przypada 7 kobiet na 1 faceta. I moze dlatego, gdziekolwiek zwrok siegnie porozwieszane sa kartki reklamujace roznego rodzaju uslugi dla panow…

Pech, bo Kamil przypadkowo (chyba z natloku spraw i powrotu do wielkiego miasta
wyrzucil wszystkie dokumenty do smieci. Smieci odjechaly, a prawka, dowodow rejstracyjnych i papierkow na tymczasowy import do Argentyny ni ma! Lekka komedia, ale co zrobic. Photoshop, drukniecie i wylaminowanie i wszystko gotowe…
Argentyne da sie lubic, a tym bardziej ich mieszkancow…Goscinnosc, wszechobecny luz i zero pospiechu. Nie trudno zauwazyc prawdziwego szalenstwa na punkcie picia herbaty MATE, na ulicach mozna spotkac ludzi chodzacych z termosami pod pache i ozodobnymi kubkami specjalnie przystosowanymi do picia mate. Sama mate nie jest specjalnie dobra, bardzo mocna w smaku. Od ponad miesiaca juz siedzimy w Argentynie, ale powoli czas ruszyc na polnoc.
Rano szybkie pakowanie i ruszylismy droga nr 7 w kierunku Mendozy. Pogoda rewelka. Na stacji benzynowej spotkalismy argentynskich motocyklistow i zaciagnelismy informacje o fajnych trasach w Argentynie.
Zaraz po wyjezdzie z wielkiej metropolii Buenos Aires, zaczelo pachniec swojskoscia. Zatrzymalismy sie na zarcie w dawnej stodole. Wesoly wlasciciel Juan facet - gaucho (w tl. kowboj) zapodaje wszystkim asado (mieso z rusztu). Stodola cieszy sie popularnoscia wsrod kierowcow ciezarowek, osobowki sie nie zatrzymywaly. Moze za tanio bylo (chociaz nie bylo), albo za syfiasto. Stodola pelna klienteli, kazdy z butelka wina i wielkim miechem na talerzu. Na podlodze kurczeta zajadaly resztki chleba, konie byly na zewnatrz, raz co raz zblizajac sie do naszych maszyn. Miejsce naprawde rewelka…taka prawdziwa Argentyna.


Dalej caly czas bylo asfaltowo i monotonnie. W Afri poszlo lozysko w tylnim kole. Rozpadlo sie na czesci… Mlotek zniknal, a innymi narzedziami ciezko bylo je wybic. Wiec udalismy sie w gosci do pobliskiego domu. Kolo Jorge wlasciel stada 500 krow i 2 tys hektarowej posiadlosci, poczatkowo byl spanikowany nasza obecnoscia (kradna i zabijaja), ale pozniej udostepnil nam mlotka i kilku innych rzeczy. Pojechalismy dalej. Nocleg na opuszczonym kempie. Dawno tam juz nikogo nie bylo, bo toalety odstraszaly widokiem.Gienek nocowal w namiocie po raz pierwszy od 30lat. Jak powiedzial czul sie troche klaustrofobicznie.

Rejon Mendozy, tutaj produkuje sie az 70% argetynskiego wina. Jadac czulismy wino w powietrzu…Zaraz za Mendoza szukalismy noclegu, ale jak wiadomo Argentyna jest cala pozagradzana. Chcielismy sie wbic do kogos do ogrodu, ale w ostatniej chwili znalezlismy resztki rzeki i tam rozbilismy oboz. Dalej pomknelismy do Uspallaty droga polnocna, ciekawsza i jest troche szutru. Serpentynami wzbilismy sie na wysokosc 3000 m npm. W Uspallacie tankowanie maszyn, zakupy w sklepie i ponownie wrocilismy do glownej 7′ki. Nocleg na kempie w miejscowosci Puente de Inca u podnoza Aconcagua (6962 m npm). Przed wschodem slonca wjechalismy na teren parku i tam podziwialismy magie poludniowej sciany tego masywu. O ile wszystko pojdzie tak jak planujemy, to w grudniu tego roku planujemy wstawic sie na szczycie. Bedzie to napewno wyczyn, ale swiat nalezy do …..

Sa dwie opcje wjazdu do Chile przez Andy, pierwsza 7′ka przez nowy tunel, a druga stara droga szutrowa przez przelecz La Cumbre (4000 m npm). Wybralismy opcje starej drogi. Szybko i ostro wzbijamy sie serpentynami, widoki dookola bajkowe. Blekitne niebo i do tego surowe Andy mieniace sie w kilku odcieniach. Klimaty troche jak z Azji Centralnej.


Na przeleczy jest schronisko i pomnik El Cristo Redentor. Krotka sesja foto i zjechalismy na dol. Pikne serpentyny….Znizalismy sie bardzo szybko i po kilkunastu kilometrach bylismy ponownie na wysokosci 3000 m npm.




Na przejsciu granicznym spedzilismy dwie godziny. Wysylali nas od okienka do okienka po pieczatki. Sprawdzane sa nasze bagaze, czy nie mamy owocow badz tez warzyw. Zrobilismy tylko 100 km tego dnia. W Los Andes znalezlismy kemping nad rzeka, a przy okazji zalapalismy sie na festiwal farmerow z zawodami rodeo.

Dzis ruszamy dalej w kierunku wybrzeza Chile…
Magda :
Date: March 29, 2010 @ 17:35
Bajka!!!
Pozdrawiam gorÄ…co!!
Mariusz :
Date: March 30, 2010 @ 9:40
piękne szuterki
pozazdrościć!!!
Pozdrawiam
MarcinW :
Date: March 30, 2010 @ 9:42
W PL dość szybko się zrobiło ciepło. Wiosna pełną gębą ale i tak zazdroszczę Wam widoków - La Cumbre widowiskowa.
Pozdrawiam i życzę szczęścia.
Smacznego Jajka!
Mateusz :
Date: March 30, 2010 @ 17:22
Aż dech w piersiach zapiera!
Pozdrowienia dla całej szczęśliwej trójki!!!
Wesołego jajka ;))
Maciej :
Date: April 2, 2010 @ 14:55
Super, Pozdrowionka , jesteśmy z Wami!
Michal :
Date: April 6, 2010 @ 2:24
Hej!
Pisaliscie ostatnio do mnie w sprawie KLRki.
I pare dni temu tuz przed wyruszeniem z Mendozy zobaczylem ten wpis, tez pojchalismy ta droga do Cristo Redentor i dalej w dol.
Przepiekna, jak na Waszych zdjeciach.
Pozdrawiam z Santiago
Michal
ola :
Date: April 8, 2010 @ 10:44
Jesteście genialni z tym photoshopem!!hahaha Pomyślcie nad jakimś patentem na wizy też
Ależ tam musi być pięknie w tej Argentynie!