Adios Boliwia… Bem vindo Brasil!
August 13, 2010 7:10 pm 56. Brazil, 59. BoliviaNaprawdÄ™ ciężko byÅ‚o nam opuÅ›cić podwórko La Paz. Miasto z niesamowitym charakterem, te cholity i kolorowe ryneczki. Ale w koÅ„cu spakowaliÅ›my manele i ruszyliÅ›my w kierunku Rurre. Po niecaÅ‚ych 120km skoÅ„czyÅ‚ siÄ™ asfalt, a zaczęła siÄ™ zakurzona szutrówka. W sumie niektóre odcinki tej drogi można byÅ‚oby spokojnie nazwać tzw. “drogÄ… Å›mierci”. Kilkuset metrowe przepaÅ›cie, ostre zakrÄ™ty, wÄ…ska droga (czasem to nie wiÄ™cej niż 3 metry szerokoÅ›ci), rozpÄ™dzone ciężarówki tak zakurzaÅ‚y drogÄ™, że widoczność spadaÅ‚a do zera i nie raz jechaliÅ›my na tzw. czuja. Kurz przedostawaÅ‚ siÄ™ wszÄ™dzie. A do tego towarzyszyÅ‚ nam prawie 40 stopniowy upaÅ‚. ZjechaliÅ›my przecież już z altiplano do tropikalnej dżungli. CaÅ‚odzienna jazda w takich warunkach byÅ‚a cholernie mÄ™czÄ…ca. W dodatku po kilku tygodniach pobytu w La Paz odzwyczailiÅ›my siÄ™ od siodeÅ‚ka. TyÅ‚ki nas bolaÅ‚y, aż ciężko uwierzyć w to, że nadal jest to możliwe po 110 tys km w siodle, ale tak byÅ‚o!



Przed zmrokiem rozkładaliśmy namiot w krzakach i padaliśmy ze zmęczenia bardzo wcześnie. Przygód na trasie nie brakowało. 100km przed Rurre, Bross zaczął cosik nawalać. Co jakieś 10 kilometrów gasł. Nie wiedzieliśmy dlaczego, sprawdziliśmy święcę, filtr powietrza i nawet gaznik, a tu nic, dalej gaśnie. W końcu po kilku godzinach ostrej walki, wywnioskowaliśmy, że mogą to być śmieci w paliwie. I faktycznie jak Kamil przedmuchał rurką korek od baku, to Bros zapalał bez problemu i nie gasł co kilka kilometrów. W między czasie Kamil złapał dwa kapcie, jeden po drugim i to nas zaczęło zastanawiać. Dlaczego? Dętka była idealnie prosto przecięta. Jak się okazało, w środku opony zaczęły wychodzić druty. I to właśnie dlatego ostatnio łapaliśmy sporo kapci.


I tak dotarliÅ›my do Rurre, a pozniej do miasta graniczÄ…cego z BrazyliÄ…, Guayamerin. Czyli pokonaliÅ›my ponad 1000km boliwijskich zakurzonych i dziurawych dróg szutrowych. Adios Bolivia! Bem vindo Brasil…

Odprawa paszportowa i celna poszła bardzo łatwo. W pierwszym brazylisjkim miasteczku Guyamerin zafundowaliśmy sobie trochę luksusu czyli spanie w hotelu. Po kilku nocach przespanych w namiocie chcieliśmy się wreszcie porządnie wykąpać. Brazylia jest jednym z naszych ulubionych krajów. Brazylijczycy są bardzo wyluzowani, cały czas nas zagadują, uśmiechają i uwielbiają lodowaty browar. Na ulicach tętni muzyka oraz odczuwalna jest atmosfera niedawno zakończonego mundialu.

I tak sobie jedziemy i jedziemy w kierunku Porto Velho. A tu nagle znienacka, wrÄ™cz beszczelnie zajeżdża nam fura i nawet przed caÅ‚kowitym zatrzymaniem siÄ™, dwóch kolesi wyskakuje z karabinami w rÄ™ku. Przez chwilÄ™ zastanawialiÅ›my siÄ™ czy nie jest to jakiÅ› napad w Å›rodku dnia. Iza jechaÅ‚a na przodzie. Nogi jej siÄ™ zatrzÄ™sÅ‚y ze strachu jak zobaczyÅ‚a z boku kaÅ‚acha w oknie samochodu. Na szczeÅ›cie byÅ‚a to wojskowa policja i chlopaki po prostu siÄ™ “bawili”. Pewnie nie powinni nas w taki sposób zatrzymać. CelujÄ…c dosÅ‚ownie w Kamila giwerÄ…, przeszukiwali nam wszelkie bagaże przy drodze. Prawdopodobnie szukali dragów. Lekko nas to wkurzyÅ‚o, ale mieli do tego caÅ‚kowite prawo.
Jechaliśmy przez błotnistą dżunglę w Liberii, Kamerunie i Kongo. Chcieliśmy podobną dróżką jechać w Amazonii. Stara i pouszczona droga z Porto Velho do Manaus. Prawie 700km szutrowej drogi bez paliwa, momentami całkowicie pochłoniętej przez amazońską dżunglę. Miało być: dziko, z zawalonymi mostami i od czasu do czasu może pojawić się przechadzający jaguar. Takie opisy przynajmniej czytaliśmy w relacjach innych osób. Widać jednak, że ludzie lubią koloryzować. Brzmiało całkiem niezle. Ale w rzeczywistości było inaczej. Cały odcinek pokonaliśmy w niecałe 3 dni, 50% asfaltu i 50% szutru. Jechało się tzw. falami, raz był odcinek prostego asfaltu, a raz znienacka pojawial sie wyboisty szutr. Od lokalsów dowiedzieliśmy się, że przyczyną tego było wysadzanie tej drogi z powodów politycznych jakieś 20 lat temu. I dlatego zostały odcinki idealnego asfaltu, a reszta to szuterek. Dziko może było, ale bez przesady, wzdłuż drogi ciągneły się wykarczowane pola uprawne. W kilku miejsach były nawet lokalne knajpki, gdzie kupowaliśmy zimne piwko. W połowie trasy zza zakrętu wyłonił się obładowany KLR 650. Igor jest w trasie od 9 msc, zjechał z USA do Ameryki Południowej. Od słowa do słowa przeszliśmy na temat tego, gdzie śpimy na trasie. Igor rozbijał obozy zza wysokim płotem słupów telefonicznych, na wypadek gydyby zbliżał się jaguar. Tzn. musiał pierwsze te wysokie płoty przeskoczyć, bo bramka była zamknięta. My spaliśmy przy drodze, jakoś nie przejmując się obecnością wielkich dzikich kotów w pobliżu. I tak spokojnie, bez pośpiechu dojechaliśmy do Manaus, dwumilionowej metropolii w samych środku dżungli. Lokalsi nie jeżdżą tą drogą. Pływają barkami rzecznymi. I za każdym razem jak ktoś słyszał że, przyjechaliśmy z Porto Velho, to miny na ich twarzach wskazywały na to jakbyśmy conajmniej przejechali Saharę.





Kamil złowił całkiem spory okaz.

Barka na rzece Amazonce.
Brazylijczycy sÄ… bardzo otwarci. Przed samym Manaus zostaliÅ›my zaczepieni przez Andre. Taki lokalny GPS, pokazaÅ‚ nam tani hotelik w stylu tzw .”na godziny”. ZaprosiÅ‚ do swojego warsztatu mechanicznego, zaproponowaÅ‚ naprawÄ™ naszych maszyn bez opÅ‚aty. Bardzo spoko facet. SpotkaliÅ›my też Gengisa i Luisa z miejscowego klubu motocyklowego Brasilian Riders. Wspólne piwko wieczorem i tacaca (lokalna zupa).
Z Lucio i Ghengisem.



Teraz śmigamy w kierunku Wenezueli.
Jola i Andrzej(Binka i Andżendż Matiego i Kamilka) :
Date: August 15, 2010 @ 20:52
Witamy Was serdecznie!!!

Brakowało Was dzisiaj wśród nas. Dzisiaj chrzciny Kamilka. Wspominamy, pozdrawiamy, życzymy szerokiej drogi!!!
Michał :
Date: August 16, 2010 @ 13:02
Jestescie niesamowici.
Powodzenia.
M.
olo :
Date: August 18, 2010 @ 13:57
zgadzam sie z przedmowca powyzej. dobrze ze biora w amazonce gami
Marta i Bartek :
Date: August 19, 2010 @ 1:28
“hay gasolina”…Kamil, ostrożnie z tym tankowaniem
Gonimy Was na 4 kółkach i…4 nogach!
Adam :
Date: August 19, 2010 @ 15:50
Iza, ten czarno-biaÅ‚y mostek jest piekny…
genghis de souza lima :
Date: August 20, 2010 @ 0:46
muita paz no caminho de voces, foi um enorme prazer conhecer los
Luca :
Date: August 31, 2010 @ 14:17
Ale Wam fajnie, mi się już wakacje skończyły a pogoda za oknem raczej listopadowa.
Gdzie macie zamiar tym razem spędzić zimę, bo pewnie do Polski się jeszcze nie wybieracie?
Pozdrowionka i kolejnych fascynujących przygód życzę.
Eśka :
Date: September 1, 2010 @ 13:03
Niesamowita wyprawa :))
Ale pamiętajcie, Polska czeka!
singapore2poland :
Date: September 1, 2010 @ 21:31
Luca
zime to jeszcze nie wiemy gdzie spedzimy, raczej nie w Pl,no plan.. ale napewno jestesmy juz po polmetku naszej podrozy, :-)))pozdro,