22 dni jachtostopem przez Atlantyk…2600 mil morskich
November 28, 2009 5:19 pm 52. Canary Islands - Spain, 53. St.Martin - CaribbeanKaraiby, znalezlismy sie tutaj calkiem przypadkowo… Wyspa St. Martin, z piknymi plazami i z masa turystow. Tutaj wrecz smierdzi bogactwem. Lokalsi tez sa nadzwyczaj dziwni. Ale znalezlismy jednak fajna miejscoweczke na wyspie… Lotnisko, gdzie pas startowy po obu stronach jest oddzielony od wody zaledwie kilkudziesieciometrowym pasem plazy. Krotki pas startowy zmusza samoloty do ladowania zaledwie kilka metrow nad glowami….I jest to naprawde wow, wow! To wszystko dzieje sie w otoczeniu wody turkusiku i bielusienkiego piasku. (moze jest sztucznie nawieziony:)) Starty wielkich odrzutowcow tez sa ciekawe. Sila silnikow z samolotow jest tak wielka, ze nawet auta zatrzymuja sie na drodze w odleglosci kilku metrow na czas startu. Zaraz obok jest aviation bar. Autentyzmu dodaja radia z pobliskiego lotniska, gdzie mozna sluchac pogawedek pilotow z wieza. 2 dni przesiedzielismy przy lotnisku, raz w barze, raz na plazy. Oprocz tego, to na wyspie nie ma nic szczegolnego. Wiec bedzimy szybko sie stad zawijac.




A co bylo wczesniej… W Las Palmas udalismy sie do Sailors Bar przy marinie. Tam po krotkiej gadce z kilkoma osobami, spotkalismy Pierra, jak sie pozniej okazalo naszego kapitana. Pierre przewozil nowiutki katamaran na zamowienie do klienta w Miami. I wlasnie szukal zalogi na przeplyniecie Atlantyku. Spontan, bo do Karaibow niegdy nie planowalismy jechac… To nie Brazylia, ale jest po drugiej stronie Atlantyku i o to przeciez chodzi. A z Karaibow to juz prawie rzut beretem do Brazylii


Wystartowalismy koncem pazdziernika. Pierre caly czas byl na maksymalnej bani… Od rana siedzial juz z winem, a wieczorami nie mozna bylo go sluchac… Lubial prowadzic monologi..wiec wystarczylo tylko mu przytakiwac. Typowy Francuz lubiacy sie panoszyc…i przemieszcza sie tylko tam gdzie czuje posmak swoich serow i francuskich win…. Czasem mial dziwne ataki agresji, wyrzucal o tak to garnek ugotowanego makaron za burte. Zastanawialismy sie bedac na srodku ATLANTYKU, czy ten kolo jest normalny? Jakas taka mala panika. Czy sprawdza pogode? A moze bedac na stalej bani, NIE ZAUWAZY ZBLIZAJACEGO SIE HURAGANU ITP…Czy faktycznie przeplynal Atlantyk 7 razy? Udalo sie jednak. Jestesmy cali na ladzie.


Doswiadczenie jednak ciekawe samo w sobie…Zycie na lodce - brak pospiechu, czasu i odleglosci. Wszystko zalezy od dobrych wiatrow. Spedzilismy razem 3 tygodnie…Co prawda czasem wydawalo nam sie ze, to nie jest zeglarstwo tylko luksusowy cruising…Caly czas na GPS’ie i autopilocie. Pogoda dopisala, przez pierwsze kilka dni nie bylo zadnych wiatrow, ale pozniej mielismy wiatry (25 wezlow) i fale kilku metrowe, a koncowka rejsu niestety byla slaba, wiatry tylko o sile 10-15 wezlow. Srednia predkosc to 6.5 wezla/godz. Mielismy kilkugodzinne nocne warty. Dni lecialy dosyc wolno, gotowanie, szorowanie pokladu i duzo czasu na meditation. Obeserwacja zjawisk atmosferycznych… Czekanie na deszcze, bo deszcz to prysznic. Z woda pitna mielismy limity. Wiadomo, czlowiek bez wody przetrwa zaledwie tylko kilka dni. O polnocy 19 listopada dotarlismy na suchy lad w St. Martin. Pozniej byl bar… Spedzilismy jeszcze kilka nocy na lodce w marinie, pozniej przenieslismy sie do hotelu z Danem.
Ps. DZIEKI Ola za paczke:) Mielismy straszna radoche…
Mariusz :
Date: November 28, 2009 @ 21:04
fajnie że już na lądzie, trochę się stęskniłem za waszymi relacjami :)))
pokryfka :
Date: November 29, 2009 @ 12:32
fajny motyw z tym lotniskiem, tyle ze musi strasznie byc glosno na plazy
ola :
Date: November 29, 2009 @ 15:10
Super!!! Ciesze sie juz dotarliscie na druga strone globu i macie z glowy kapitana pijaka
kciuki trzymam za Was zawsze i niezmienne. A paczuszka - to drobiazg, ale super ze dotarla na czas
buziaki
Luca :
Date: November 30, 2009 @ 13:35
Czytająć waszą realcje zastanawiałem się jak trafiliście do portu z kapitanem zalanym w trupa? Pod koniec jednak popsuła mi radochę wzmianka o autopilocie, ale czy zastanawialiście się co by było gdyby autopilot zdechł, he, he?
Macie co wspominać i kolejne nowe doświadczenia bezcenne, tylko potem będziecie się musieli leczyć he, he.
Jakiś psychoterapeuta albo co, bo po czymś takim jak ta wyprawa to już nie usiedzicie w domu w jednym mejscu. Podróżowanie uzależnia i jest jak narkotyk, widzi się różne fajne rzeczy.
Pozdrowionka he he.
maru :
Date: December 3, 2009 @ 11:56
to chyba jakis sen. jam wzruszona
dana :
Date: December 4, 2009 @ 19:27
Kamil i Iza fajnie ze Was widze na fotkach,jestem wzruszona,jestescie wspanialii niesamowici,mam wiele do przekazania ale nie na tej stronie,napisze i pozdrawiam,
Mateusz :
Date: December 4, 2009 @ 21:17
yeahh!
Ewa B. :
Date: December 7, 2009 @ 21:42
serdecznie pozdrawiamy
u nas londyÅ„ska pogoda, mżawka i mgÅ‚y, 3do 10 stopni, makabra…
aśka :
Date: January 3, 2010 @ 21:47
no teraz to mogłabym się do was dołączyć;)
super!!!
pozdrowionka
Bart S :
Date: April 7, 2010 @ 22:32
No, no, kapitan rasowy alkoholik. Fajnie musiało być. Jak mu ten alkohol razem z serotoniną i innymi aminami z serów i wina zaczynał walić po mózgu to musiało być ciekawie. Rozważaliście co by było jakby w pijanym widzie wypadł za burtę? ;>
Wezmę pod uwagę wasze doświadczenia jak sam będę szukał jakiegoś kapitana. Wczoraj założyłem profil na Findacrew i już mam zaproszenia. Na razie komercyjne ale i tak ciekawe.