Gwinea, Senegal i Mauretania
September 11, 2009 11:28 pm 48. Guinea, 49. Senegal, 50. MauritaniaZ Conakry pojechalismy w kierunku Labe. Tam asfalt sie skonczyl i zaczal sie niezly off-roadzik. Polnocna Gwinea jest dosyc gorzysta. Przeprawialismy sie przez rzeki. Po drodze spalismy w wioskach. Przez deszcze wszedzie sa mokradla i bagna, o suche miejsce jest dosyc ciezko. W wiosce po zmroku zostalismy zaproszeni do wielkiego gara na jedzonko, tradycyjnie na podlodze
… tym razem kuskus z dodatkami… Dostalismy miejsce na podlodze… i spalo sie fajnie, sucho. Rano zostalo juz tylko 60km do granicy z Senegalem. Off-road masakra, ale widoczki calkiem sobie. Poznym popoludniem dojechalismy do postu granicznego. Po stronie Senegalskiej nie bylo nikogo, wiec nie mielismy exit stamp. Z reguly nikt tego nie sprawdza na przejsciach, ale tym razem bylo inaczej. Pojechalismy kolejne 20 km do posterunku granicznego w Sedou (Senegal). Tam spedzilismy dobre dwie godziny na pogawedce z cwaniaczkiem policjantem. Mial chwyt, pieczatki “exit” z Gwinei. Bakszysz 20usd i ruszylismy dalej. Do Senegalu wjechalismy bez zadnych papierow na maszyny.



W Senegalu postanowilismy ominac Dakar i tym samym slynace z niezlego “czyszczenia portfela” przejscia graniczne Rosso i Diama. Pomknelismy w kierunku Tambacounda, a pozniej wzdluz rzeki Senegal. Granice z Mauretania przekroczylismy w Matam. Chyba bylismy jednymi z pierwszych, badz tez pierwszymi zmotoryzowanymi turystami na granicy. Wywolalismy niemaly szok wsrod lokali. Poszlo sprawnie i szybko. Wbicie pieczatek do paszportow. Organizacja pirogi/lodki na druga strone rzeki Senegal. I juz jestesmy w Mauretanii. Po stronie Mauretanskiej tez bylo bardzo lekko i przyjemnie. Obeszlo sie bez zadnej oplaty…
Sceneria dookola prawdziwie afrykanska.


Juz w Mauretanii….

Cos na przekaske…

Nocowalismy na dziko. Kolejnego dnia smigalismy do pierwszego wiekszego miasteczka Kaedi. 100km zrobilismy przez caly dzien. Bloto bylo tak ciezkie i klejace, ze co chwile zmuszeni bylismy sie zatzymywac, zeby odblokowywac przednie kola. Mauretania jest stosunkowo droga w porownaniu do innych panstw afrykanskich. Najtanszy hotel w Kaedi to az 40 usd! Rozbilismy namiot obok hotelu za 8 usd.




W drodze do stolicy planowalismy zatankowac maszyny w Aleg. Hmmmm, od 5 dni nie ma paliwa i nie wiadomo kiedy bedzie nastepna dostawa. A stacji w calej miescinie bylo conajmniej 5. Nawet z butelek nie sprzedawali. Kompletna pustka na pustynii. Zlalismy paliwo z motocykli i Kamil wrocil na Afryce do innej miesciny po paliwo. Dodatkowo 120km na zegarze.
Zebatka w Afryce (stara i nowa)

I tak dotarlismy do Nokaszot, stolicy Mauretanii. Jest to, tak naprawde duza wioska. Pelno gnijacych smieci, krowy i osly szwedajace sie dookola. Upal i brak alkoholu
I brak pradu.
ola :
Date: September 12, 2009 @ 17:31
o rany jestescie juz tak bliskoooo!!! z nouakchot do Maroka to juz asfalt jak z bicza trzasl, tylko kawalek ziemi niczyjej po kamieniach miedzy Mauretania a Europa, bo Marko to juz Europa. Mam nadzieje ze Was wkrotce wysciskam. Jestescie WIELCY ! usciski
olo :
Date: September 13, 2009 @ 14:43
tak, szybko zlecialo ale jeszcze nie koniec, powodzenia gajs!
Luca :
Date: September 14, 2009 @ 12:49
I znowu było fajne błotko a po paliwko to zdecydowanie lepiej chińczykiem bo mniej pali he, he.
P.S.
Iza KCM z Polski bacznie śledzi twoje poczynania na chińskiej maszynie i tyrzyma kciuki.
Osobiście jestem pod wrażeniem, że poradziłaś sobie z tym błotkiem na tym sprzęcie.
rudy :
Date: September 15, 2009 @ 19:24
maroko faktycznie to juz jak europa, Acces super, pewnie daje rade, powodzenia,
Jola i Andrzej :
Date: September 18, 2009 @ 11:50
Pozdrawiamy Was serdecznie.
…Dech zapiera w piersiach…
Trzymajcie siÄ™ !!!