Malaria, Wybrzeze Kosci Sloniowej i blotnista Liberia….
August 25, 2009 7:38 pm 44. Ghana, 45. Ivory Coast, 46. LiberiaW Ghanie dopadla nas malaria! Wstretne komarzyska, takie to male, a tyle problemow powoduje. W nocy 40C, na zmiane z dreszczami, silne bole glowy, wymioty itd. Rano uderzylismy do szpitala na testy malaryczne. W szpitalu makabryczne kolejki…Tutaj malaria i zwiazane z tym objawy sa norma, w sumie tak jak dla nas grypa. Spedzilismy tam prawie caly dzien. Oboje mielismy wyniki pozytywne…Lekki szok..Na szczescie nie byly to zarodzce malarii mozgowej. Przez kilka dni intensywna kuracja medykaliami, kroplowki itd.I jestesmy cali.
Ruszylismy dalej w kierunku Ivory Coast. Przejscie graniczne przeszlo dosyc lekko. Po stronie Ghany bez problemow, po stronie Wybrzeza Kosci Sloniowej urzednicy sciagneli 40 usd za wjazd motocyklami. Asfaltem wzdluz wybrzeza dojechalismy do Abidzanu. Ceny w Abidzanie sa dosyc wysokie. Najtanszy hotelik to wydatek ok 25 usd. Wyrobilismy wizy do Gwinei i Mauretanii. W Ambasadzie Mauretanii troche kombinowalismy z paszportem Izy, zeby wklejono jej wize w miejsce gdzie sa “wpisy urzedowe”, a nie tak jak powinno byc w miejsce “wiz”. Gadka szmatka i dostalismy wizy.
Dalej pojechalismy w kierunku granicy z Liberia. Ostatnia noc spedzilismy w przygranicznym miasteczku w placowce misyjnej. Trafilismy na szalonego ksiedza z Nigerii. Dostalismy pokoj z prysznicem, a na stol zapodali pyszne jedzonko i browarek.
Rano rownym szutrem dojechalismy do przejscia granicznego z Liberia. Poczatkowo nie planowalismy trasy przez ten kraj, ale bylo naprawde warto tutaj przyjechac. Na granicy spotkalismy niesamowitych ludzi. Jedno z najprzyjemniejszych przejsc granicznych podczas calej podrozy. Za wjazd motocykli nic nie zaplacilismy.
Granica Wybrzeze Kosci Sloniowej - Liberia

Liberia, kraj ten przez wiele lat nÄ™kany byl dziaÅ‚aniami wojennymi. Pokoj panuje tutaj dopiero od 2003 r. Infrastruktura drogowa prawie nie istnieje. Dlaczego warto tutaj przyjechac? Dla goscinnych, optymistycznych ludzi i niekonczacych sie dzungli…

Planowalismy pojechac najkrotsza droga wzdluz wybrzeza do stolicy Liberii, Monrovii. Okazalo sie to jednak nierealne, bo droga nie istnieje. Wybralismy wiec inna i JEDYNA opcje przejazdu bardziej na polnoc…700 km blotnistymi szutrami przez liberyjskie dzungle…Idealne trasy dla jednosladow, tylko nie w sezonie deszczowym.
Padalo caly czas !!! Pierwszy dzien zrobilismy niecale 100 km. Dostalismy niezle w kosc. Dla Izy byl to pierwszy off-road w zyciu. Blotko, blotko i jeszcze raz blotko. Ciezarowki obladowane towarami czekaja po 2 tygodnie na wyciagarki. Wszyscy jednak z usmiecham na twarzy. Widzac nas mowili : “This is Africa” (”To jest Afryka”)


Niektore odcinki byly przejezdne, ale niektore to tragedia. Klimat dookola rewelacyjny, zarosnieta dzungla, lokale ze strzelbami, malpy na straganach i dzikie wioski.. Pierwszego dnia zawitalismy w jednej z wiosek na noc. Zostalismy przywitani w tradycyjny sposob z “orzechami” przez szefa wioski. Dostalismy suche miejsce na namiot, wiadro z woda na prysznic i dziesiatki ciekawych historii.


W Liberii oficjalny jezyk to angielski, wiec w koncu mozemy rozmawiac z miejscowymi. Rano pozegnalne foty, usciski dloni i ruszylismy dalej. Dalej jazda przez dzungle. Odcinki nie co sie polepszyly. Dzikie kempy odpadaly, bo lalo caly czas. Wszystko mielismy przemoczone na wylot, a w dodatku przez nakladanie mokrych skarpet Iza nabawila sie cholernego zapalenia stopy. Oj, bolalo…!!!!
Na noc zatrzymalismy sie na posterunku policji. Szef policji oddal nam swoj pokoj na noc, sam spiac niewiadomo gdzie…Ludzie zrobili naprawde wrazenie na nas.

Paliwo mozna kupic tylko z przydroznych stoisk - sprzedaja na galony w sloikach. Odcinek 700 km do stolicy przejechalismy w 4 dni. Dzis wyrobilismy wizy do Sierra Leone. I pewnie zaraz ruszymy dalej. Jeszcze tylko musimy znalesc myjnie, bo maszyny sa cale z blota. I do nastepnego:)
maru :
Date: August 26, 2009 @ 9:07
zabawnie malutki ten acces
Magda :
Date: August 26, 2009 @ 19:41
Zdrowia, zdrowia i wytrwałości życze!!! Pozdrowienia PS. Krajobrazy błotniste są naprawde niezłe :)Izka trzymaj sie!!! Kamil oczywiście też!!!
Doopa :
Date: August 27, 2009 @ 6:42
Not pleasant re malaria, glad all ok now though. You need to update your speil om your home page. It say’s one motorcycle which is now misleading! Talk soon.
Ewa B. :
Date: August 28, 2009 @ 7:34
Przetrwaliście! Bogu Dzięki. Pozdrawiam. Ściskam. Zdrowia życzę I czekam na kolejne wieści.
olo :
Date: August 29, 2009 @ 14:01
glupi komar! ciesze sie ze jestescie juz zdrowi
ola :
Date: August 31, 2009 @ 15:02
Jesteście najbardziej szalonymi ludźmi jakich znam! W jak najbardziej pozytywnym sensie słowa ma się rozumieć!!! Dobrze że z tą malarią był happy end! Trzymajcie się zdrowo
Luca :
Date: September 1, 2009 @ 9:47
Dobrze, że macie już tą malarię za sobą i jestście cali. Trzymam za was kciuki.
Klimaty odjazdowe to już zaczyna być norma w waszym wykonaniu.
A jak tam mały chińczyk się sprawuje?
singapore2poland :
Date: September 6, 2009 @ 11:45
Luca;
Chinczyk rewelka….swietnie w blocie sobie radzi..lekki..moze na asfalcie slabo z predkoscia ma..srubki sie luzuja itp. ale tak to jest git!
Slawek :
Date: September 28, 2009 @ 5:55
Pozdrawiam serdecznie, i gratuluje zakonczenia przejazdu dookola Afryki! Widze ze sluzba zdrowia jest o wiele lepsza w Ghanie jak w Polsce. Kolejka jest tez dluga ale w Ghanie przenajmniej nikt nie robi unikow i nie odsyla od szpitala do szpitala.
Krzys :
Date: March 19, 2010 @ 6:32
Pisaliscie ze bierzecie Lariam…braliscie wtedy jak zachorowaliscie? …Swietny pomysl na powrot do Polski,pozdrawiam!
singapore2poland :
Date: March 19, 2010 @ 15:29
do krzysia
Laraim przestalismy brac przed Angola. Wiec jak zlapalismy malarie, nie przyjmowalismy zadnych lekow antymalarycznych.
Pewnie gdybysmy drugi raz wybrali do Afryki to nie przyjmowalismy zadnych specyfikow antymalarycznych. i tak nie ma 100 pewnosci ze zachorujesz. pozdro