Przez Czad do Nigru

8:45 pm 36. Cameroon, 38. Chad

Kamerun jak przystalo na kraj dosyc cywilizowany, nie moze za to pochwalic sie dobrym stanem drog. Zwykle sa to dziurawe i wyboiste szutrowki. I bardzo trzesie. Z Garoua-Boulai jechalismy kilkaset kilometrow blotnistymi drogami w kierunku Garoui. Kilka kilometrow przed Garoua widzielismy z drogi w rzece stado hipopotanow. Mielismy tez okazje zobaczyc hipcia z bliska, jest naprawde cos wow, wow. Zaprzyjazniona “Africa”, tak zwia ja lokale, od mlodych lat jest karmiona przez miejscowych przez co jest niegrozna. Przynajmniej tak nam powiedziano.

W Garoua tez spotkalismy Markusa z USA na swoim BMW z ‘81r. Markus jest w podrozy solo dookola swiata od roku. Postanowilismy pojechac nastepny odcinek wokol jeziora Czad az do Nigru razem. Kamil zorganizowal tez spawanko kufrow :) Udalismy sie w gory Mandara. Krajobrazy diametralnie sie zmienily, dzungla zostala zastapiona przez pustynna sawanne. Zawitalismy na kilku kolorowych marketach i dalej smigalismy juz do granicy z Czadem.

Granice przekroczylismy w Bongor. Przejscie graniczne przeszlo lekko. Przedostalismy sie barka na drugi brzeg rzeki Logone, i juz bylismy po stronie Czadu. Pierwsza noc spedzilismy tradycyjnie za pol darmo w misji. W Ndjamena, stolicy Czadu wyrobilismy wizy do Nigru. Odbior wiz jeszcze tego samego dnia, 40 usd/msc. Zaopatrzeni w zapasy jedzenia, wody i taniej whisky ruszylismy na podboj jeziora Czad. W Czadzie jest raczej nie turystycznie. Walki rebelianckie dalej sa toczone na polnocy kraju. Drogi sa w stanie fatalnym. W sumie po co tu przyjezdzac. Kraj napewno jest dla ludkow szukajacych czegos wiecej niz 5 star hotel…. Pierwszy odcinek do Masakuri poszedl dosyc latwo. Raz byl asfalt, raz znikal, czasem to znow sie pojawial… ogolnie to znosnie. W Masakuri od razu zostalismy zwinieci przez policje. Rejestracja, przesluchania, po co, dlaczego, skad i sprawdzanie wiz. Wymyslanie przedziwnych problemow… Wszystko to odbywa sie w trybie wolnym ok. 2 godzin. Robilismy oboz przy posterunku policji. Nastepny dzien - pobudka o 4.30 rano i ruszamy dalej. Kolejny ponad 200 km odcinek to piach. Do godziny 9 rano jest dosyc fajna temperatura, pozniej zaczyna sie pustynny gorac…. Zatrzymujemy sie na sniadanie, przeslodzony czaj i suche bulki. Od razu pojawia sie zandameria, znow rejestracja i tysiac pytan. Zrobilismy zapasy wody i pojechalismy dalej. Piach zaczyna byc coraz glebszy i miekki. Zakopujemy sie co kilka metrow. Nie da rady jechac po wczesniejszych sladach, wiec zjezdzamy z trasy. I tak smigamy przez pagorki, wydmy i krzaki. Przez 3 godziny zrobilismy az 25 kilometrow. Endurzenie po piachu przypomina bardzo jazde skuterem snieznym…

Nie jestesmy nawet w stanie zliczyc, ile gleb zaliczylismy. W takim piachu jest sie zmuszonym przygazowac, bo jak nie, to od razu sie siedzi. Raz bylo nawet bardzo blisko drzewa. Kamil nadwyreza kolano. W poludnie robimy kilkugodzinna przerwa w cieniu pod drzewem. Markus lapie gume w przednim kole. Bladzimy nie raz…, bo rozgalezien jest tysiace. Ludzi brak dookola, co jakis czas mijamy tylko samotne wielblady. Tego dnia zrobilismy w sumie cos kolo 100km. Ponad 10 godzin jazdy.

Dotarlismy do wsi Rig Rig. Spimy przy posterunku policji. Kolacja tradycyjnie od kilku dni makaron z sardynkami, plus wieczorny lyk goracej lisky. Kolejny dzien wygladal bardzo podobnie. Piaszczyscie i upalnie. I do tego brak wody. Zatrzymujemy sie przy szalasie Mohammeda. Zaprasza na wode. Kolor wody bardzo brunatny, smierdzacy odchodami, oooo bardzo niesmakowity…

Wlasnie brak wody i upal byly najbardziej meczace. Woda w studniach podobnie smierdzaca i nawet mozna sie dopatrzec resztek nazwijmy to “czegos’. Ale w takich warunkach pije sie wszystko…. Markus ponownie lapie kapcie, po calym przejezdzie wokol jeziora Czad doliczyl sie 12 dziur w przednim kole!!!! Dotarlismy do Daboua. Podbijamy paszporty i karnety, i jako ze, robilo sie dosyc pozno rozbijamy namioty we wsi i a zarazem zaraz obok studni. Do studni jest kolejka, poczawszy od ludzi az po wielblady. Ludzie w Czadzie sa bardzo wyluzowani. Zbieraja sie licznie wokol nas i maszyn.

Ostatni odcinek do granicy z Nigrem byl troche latwiejszy. Przekroczenie granicy - no problems. Niger, to powrot do cywilizacji. Zimna cola i co najwazniejsze zimny browar. W pierwszej miescinie swietujemy udany przejazd wokol jezioro Czad. Bylismy zmeczeni. Ale jazda byla suppperrrr!!!! W Nigrze stan drog niewiele sie polepszyl, zniknal piasek, za to sa resztki dziurawego asfaltu. Jazda zyg-zakiem, bo zaliczenie konkretnej dziury, mogloby sie zakonczyc twardo. Teraz jestesmy w Zinder. Dzis relaksik. Jutro lecimy do Agadez.

5 Responses
  1. olo :

    Date: July 11, 2009 @ 14:21

    jaaa.. iza chyba jednak jestes twardsza od gamana…kolano mu juz siada na starosc? fajny kawalek kurde, pozdrawiamy

  2. ola :

    Date: July 12, 2009 @ 21:15

    podróżuję dalej po Czarnym Lądzie, teraz z Wami :)

  3. Marcin W :

    Date: July 13, 2009 @ 8:21

    Normalnie ZAZDROSZCZĘ !!!
    Pozdrawiam z Gdańska!

    MarcinW

  4. kasia :

    Date: July 14, 2009 @ 15:12

    ciekawy odcinek, super zdjecia….
    pozdr,

  5. Małgorzata Witko :

    Date: January 10, 2010 @ 18:04

    Muszę mojego Tomka namówić na
    misjÄ™ pokojowÄ… w Czadzie.
    Niech chłopak nabierze krzepy.

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.