1000km przez dzungle, Pigmeje, goryle i slonie - Repubika Centralnej Afryki

11:59 am 36. Cameroon, 37. C.A.R

W Yaounde bylismy troche ponad tydzien. W miedzyczasie wyrobilismy kolejne wizy, a wieczorami przesiadywalismy w ulicznych knajpkach wraz z japoncem Massa i anglikiem Mikiem. Oboje jada na motorach na poludnie w kierunku RPA. Pora byla w koncu ruszyc dalej. Pierwsze 200km pojechalismy super asfaltem w kierunku Abong Mbang, pozniej zaczely sie waskie, blotniste i wyboiste drozki do Lomie. W Lomie zostalismy na noc w misji u polskiego ksiedza. Dalej skierowalismy sie w kierunku Yokadouma. Jechalismy przez mega zarosnieta dzungle. Nieraz Kamil polozyl sie bokiem w tym sliskim, czerwonym blotku i ponownie wygiely sie kufry. Tego dnia zrobilismy tylko, albo az 150km. Nie padalo, wiec mielismy niezlego farta…

Od Yokaduma mielismy tylko rzut beretem do granicy z RCA. Tego przejscia obawialismy sie chyba najbardziej. Nieraz slyszelismy historie o pogrozkach i sciaganiu kasy z turystow. Wiemy ze, nawalony policjant z kalachem w reku, w srodku dzungli zadajacy kasy jest w stanie zrobic wszystko zeby ja tez dostac. Strona kamerunska przeszla dosyc lekko. Za to po stronie RCA chodzilismy z paszportami od chatki do chatki po jakies pieczatki i niepotrzebne nikomu papierki. Kazdy oficer probowal sciagnac z nas kase, ale bylo to raczej bardzo nie grozne. Wymyslali przerozne powody. Raz, ze jest to oplata oficjalna i trzeba zaplacic bo bez niej sie nie wyjdzie. Drugi raz, zeby cos im dac na tzw. “kawe” lub jak to sami nazywaja “cos malego w upominku”. W kazdym badz razie po dluzszych dyskusjach opuscilismy granice bez zadnej oplaty.

Po drodze mijalismy coraz wiecej obozowisk Pigmejow - karlow lesnych. Rzadko mierzacych nie wiecej niz 150cm. Mieszkaja w przydroznych, lisciastych szalasach. Na nasz widok zwykle machaja, co niektorzy agresywnie wrzeszcza abysmy sie zatrzymali.

Jechalismy w kierunku wsi Nola. Przed sama Nola sa dwie rzeki. Jeszcze nie ma mostow. Jedyna opcja przedostania sie na drugi brzeg sa barki obslugiwane przez dzieci. Musielismy sie niezle targowac o cene barki…na poczatku cena byla smiesznie wysoka jak na ten kraj, bo az30 usd, gdzie normalnie powinno byc 2usd. Zaplacilismy w koncu 8usd za barke. W Nola zatrzymalismy sie rowniez w misji. Wieczorem probowalismy znalesc cos innego do zjedzenia niz malpe czy wedzonego szczura, ale nie udalo sie niestety…. Wiec siedzielismy tylko przy browarze, orzeszkach i manioku.

Dalej ruszylismy w kierunku parku Dzanga Sangha. Sceneria dookola byla bardzo afrykanska. Najczarniejsza Afryka jaka moze istniec. Wielkosciowo RCA jest wieksza az dwa razy od Polski, ale asfaltu maja tylko 300km!. Od razu zauwazylismy duzo wieksze zacofanie i biede w tym kraju niz w krajach sasiednich. Prad jest jedynie w stolicy Bangui, a w pozostalej czesci kraju wszystko dziala przy uzyciu generatorow i baterii slonecznych. Nie wspominajac juz o internecie lub poczcie. Takie uslugi tu prawie nie istnieja jeszcze… Domow z cegly nie ma za wiele. Wiekszosc to drewniane chatki, czy tez lepianki gliniane i szalasy Pigmejow. Po drodze wpadlismy na Polskich misjonarzy. Mieszkaja przy wiosce Pigmejskiej. Przyjeli nas naprawde po “krolewsku”. Dostalismy pokoj, a na stol zapodali schlodzona “ZOLADKOWA”! Nie spodziewalismy sie takiego goscinnego przyjecia w glebi Czarnego Ladu. Bylismy tez na tradycyjnym polowaniu (dzidy i sieci) z Pigmejami na antylopy. Spedzilismy caly dzien w lesie, przedzierajac sie z maczetami przez dzungle, raz prawie wpadajac na weza. Pigmeje sa mali i chudzi. Las jest ich domem, wiec poruszaja sie tam bardzo zwinnie. Podsmiewali sie z nas, ze ruszamy sie jak slonie:). Polowanie sie udalo - 11 antylopek!

Pigmeje zyja lasem. Jedza wszystko co sie rusza, wierza tez w tzw. ducha lasow. Zyja bardzo biednie, jak juz dorobia sie dwoch par spodnii, to zakladaja jedne na drugie, bo gdyby zostawili w szalasie, to by ich juz nie bylo. Wieczorami siedzielismy przy ognisku, zajadajac rekami maniok i antylope z jednego talerza na ziemi. Po kilku dniach spedzonych u polskich misjonarzy z pakietem cennych informacji ruszylismy rownym szutrem dalej do Bajangi. Dojechalismy poznym popoludniem, wiec na zalatwianie formalnosci parkowych bylo juz za pozno.

Nastepnego dnia rano udalismy sie do biura parku. Ceny troche zaskoczyly, ale najbardziej chyba fakt, ze nie mozemy wjechac motorem do parku. Wypozyczylismy wiec pickup z kierowca i przewodnikiem. W planie pierwsze byly goryle. 30km w glab dzungli pick’upem, a pozniej z Pigmejami 2 godziny dobrego marszu przez dzungle i mokradla w poszukiwaniu goryli. Stalismy w odleglosci 3 metrow od najwiekszego osobnika Makumby czyli Silver Back (prawie 250kg i 2 metry wzrostu). Ogolnie jednak goryle nie zrobily az takiego wrazenia! Jednym slowem zoo, ale na dziko. Za to zobaczenie ponad 50 slonii na wykarczowanej polanie bylo “wow”! W porze suchej jest ich czasem 150! Polana jest idealnym miejscem do obesrwacji tych zwierzat. Na polanie jest pelno solanek, w ktorych slonie uwielbiaja sie kapac, bawic, czasem tez walczyc.

Z Bajangi pomknelismy w kierunku Berberati. W planie bylo pojechac na polnoc RCA, ale ze wzgledu na rebeliantow w tamtych stronach zmienilismy trase przejazdu. Berberati jest drugim co do wielkosci miastem po stolicy w RCA, ale niewiele rozni sie wygladem od malej wioski Bayangi. Droga z Berberati do granicy kamerunskiej byla tragiczna. Jechalismy tzw. zygzakiem. Bylo pelno dziur, jezior blotnych i do tego jeszcze tarka!! Po drodze bylismy zatrzymywani przez policje. Na odcinku 200km, z 10 razy. Standardowe wyciaganie kasy, ale nie zaplacilismy ani centa. Zmeczeni przekroczylismy granice RCA-Kamerun. Po przejechaniu 1000 km tras szutrowych przez zarosniete dzungle Kamerunu i RCA, dojechalismy w koncu do asfaltu i kamerunskiej cywilizacji. Ucieszylismy sie z faktu ze, kolejne 300 km to juz asfalt.

Jestesmy teraz w Garoua-Boulai. Dzisiaj bylo bardzo anty-motocyklowo, lalo caly dzien. Plan na kolejne dni - dotrzec do gor Mandara w polnocnym Kamerunie.

Paliwo w RCA to 1,5usd/litr, w Kamerunie troche taniej 1,10usd/litr.

Mamy maly poslizg z blogowniem, w RCA internetu nie bylo ogole, a w Kamerunie jak juz jest internet cafe, to albo nie ma pradu, albo sa problemy z siecia. This is Africa…

8 Responses
  1. Chomik :

    Date: June 25, 2009 @ 7:26

    Trzymam kciuki :) i śledzę na bieżąco :)

  2. Marcin W :

    Date: June 25, 2009 @ 8:58

    Żyjecie! Uff, ulżyło mi.
    I jedziecie dalej :)
    Wiedziałem, że jeśli żyjecie, to się odezwiecie! Szerokiej .. nie, raczej TWARDEJ drogi (bez tarki), mniej deszczu, mniej policji, dużo pozytywnych wrażeń!
    Pozdrawiam z rozpadanego Gdańska.

    I trzymam kciuki za Was oboje.

    Marcin

  3. ola :

    Date: June 25, 2009 @ 23:58

    To, co robicie jest wspaniałe, trzymam za Was kciuki i towarzysze Wam na każdym kilometrze nawet najgorszej w świecie drogi. Niech ścieżka prowadzi Was bezpiecznie i daleko, daleko, bo w podróżowaniu najtrudniejsze są powroty. uściski już z Polski
    ola

  4. olo :

    Date: June 26, 2009 @ 11:47

    super!

  5. krzychu :

    Date: June 28, 2009 @ 5:37

    pozdro! alleluja i do przodu

  6. Mark Hammond :

    Date: June 30, 2009 @ 22:26

    Awesome!

  7. romario :

    Date: July 2, 2009 @ 20:27

    czadersko sie to wszystko czyta i oglada foty…sie jaram sie bardzo…kochani wytrwalosci zycze..pozdro!!!!

  8. Luca :

    Date: July 7, 2009 @ 14:52

    Fajne czerwone błotko, ciekawe ile robaczków tam mieszka.
    Powodzenia w tej dzikiej dziczy bo już bardziej dziko to już chyba się nie da.
    Zastanawia mnie kiedy wam się to znudzi, bo twardziele jesteście niesamowici.
    Najtwardsi z najtwardszych w najdzikszej dziczy z najdzikszych dziczy.
    Pozdrawiam Was serdecznie z rzekomej cywilizacji choć dla niektórych Polska to też dziki kraj he he.

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.