Ponownie na polkuli polnocnej, Gabon
May 21, 2009 8:10 am 34. Congo, 35. GabonDotarlismy do stolicy Gabonu, Libreville. Za nami kilkaset kilometrow drog szutrowych zarowno po stronie Kongo jak i w Gabonie. Chyba pierwszy raz od wyjazdu z Singapuru odczuwamy lekkie zmeczenie, nawet nie fizyczne tylko psychiczne. Ludzie w Kongo sa bardzo goscinni. Podczas pobytu, ani centa nie wydalismy na noclegi.
W centralnej czesci Kongo goscilismy w diecezji u rodakow - ksiedza Tomka i siostr.
Przyjeli nas wprost po krolewsku. Otrzymalismy pakiet cennych informacji z pierwszej reki o zyciu codziennym, zwyczajach i tradycjach Kongo. Az ciezko czasem zrozumiec nam animistyczne wierzenia czarnych. Zle duchy, czarodzieje, palenia cial i smiertelne katowanie to wszystko sie jeszcze tutaj dzieje. Z ks. Tomkiem odwiedzilismy rowniez jedna z wiosek, zupelnie odcieta od swiata cywilizacji. Tubylcy byli bardzo ucieszeni z naszej wizyty. Odprowadzali Nas razem z dwoma taczkami PODARKOW. Bylismy pickupem, wiec mielismy sie jak z tym zabrac.

W kierunku granicy z Gabonem…
Klimat rownikowy, wiec jest upalnie i wilgotno. Droga, chociaz widniejaca na mapie Michellina, to nie jest uczeszczana przez zadne zmotoryzowane pojazdy. O czym w sumie wczesniej nie wiedzielismy. Celem tego dnia byla wioska Okoyo. Odcinek troche ponad 100 km pokonalismy we dwa dni. Bardzo piaszczysto i blotnisto….

Pierwsza mala szkoda to zlamana szyba przednia.

Raz przez prawie dwie godziny w ponad 40C upale probowalismy wydostac Afryke z glebokiego piachu. A w tym klimacie ruchy czlowieka naprawde wolnieja.

Ostatnie kilka kilometrow to jazda doslownie po sciezce lesnej. Bylo tak wasko, ze nawet slowo “jazda” nie jest odpowiednie, tylko bardziej przedzieranie sie przez krzaki zarosnietej dzungli.

Na koncu tej sciezki byla rzeka. Jako ze, barka juz dawno przestala funkcjonowac, nie mielismy opcji transportu na druga strone rzeki. A rzeka byla niczego sobie, prawie jak rzeka Kongo. Powrot nie wchodzil w gre, bo droga byla makabryczna i nie mielismy zamiaru tego powtorzyc. Plan B to przetransportowanie Afryki na pirodze czyli bardzo waskiej lodce wydrazonej z jednego pnia drzewa. Bylo to dosyc ryzykowne, bo pirogi sluza tylko wylacznie do transportu ludzi. I ciezko byloby na pirodze zbalansowac motocykl.

Po wyczerpujacyh dyskusjach z lokalami w jezyku nijakim, bo francuskiego nie znamy ni w zab, uslyszelismy odglos silnika na rzece - barka!!! Bylismy uradowani, bo przeciez jest to opcja transportu na drugi brzeg oddalony o jakies 50m. I tak, tez sie stalo. We wsi Okoyo zostalismy U Michela w obozowisku chinczykow budujacym droge do granicy z Gabonem. Do 2011r. droga do granicy z Gabonem bedzie juz pokryta asfaltem. Dostalismy pokoj z wygodnym lozkiem i z lodowka z zimnym piwem. Troszke luksusu nie zaszkodzi
Spedzilismy tam dwa dni, calkowity chill out!
Teraz juz tylko zostalo 100 km do granicy. Przed wyjazdem z Okoyo, zatankowalismy zbiornik do pelna z przydroznego stoiska. Bardzo niska jakosc, bo spalanie wzroslo az do dwoch razy wiecej. Ten odcinek poszedl Nam znacznie latwiej niz ten do Okoyo.
Przejscie graniczne przeszlo bardzo sprawnie. Gabon to 35 kraj na Naszej trasie. W Lekoni spotkalismy Anglika podrozujacego solo po Afryce 55-letnim Landroverem.

Pierwsze 100 km do Franceville jest asfaltowka. Pozniej zaczyna sie rowny szutr. Gabon jest bardzo dzunglowaty.
Jako ze, robilo sie juz dosyc pozno, rozbilismy namiot pomiedzy chatkami w jednej z mijanych wiosek. Klimat bardzo swojski i ciekawy. Starszyzna ledwo trzymala sie na nogach po winie palmowym. Afrykanska bieda. Wieczorem wspolnie z pozostalymi mieszkancami wioski ogladalismy tv przed chatka. Byly tez tance i spiewy. Kamil zmienil lozyska w obu kolach. Rano wreczylismy wodzowi wioski w prezencie make i fajki. I cali w czerwonych plamach po ugryzieniach muszek ruszylismy w kierunku Libreville. To taka swedzaca tropikalna wysypka.

W Gabonie, podobnie jak w innych krajach Afryki Centralnej popularna jest bardzo zwierzyna lesna. Mijamy przydrozne stragany, gdzie tubylcy sprzedaja cale krokodyle, malpy, zolwie, jeze i inne zwierzeta. Niektore to na “zywca” jeszcze wisza na patykach. I tak wlasnie lokale za 20 usd zjadaja szympansa czy tez krokodyla na kolacje.

Jestesmy ponownie na polkuli polnocnej, po raz czwarty przekroczylismy rownik w drodze do Libreville. Jutro wyrabiamy wizy do Kamerunu i ruszamy dalej.
Chomik :
Date: May 21, 2009 @ 9:55
eHH rewelacja… czytam kazde slowo z wypiekami
my tam wrocimy…. i pojedziemy Waszym sladem 
Doopa :
Date: May 21, 2009 @ 12:17
Bongoville hey. Maybe the people who name our new suburbs should be more creative. It sounds much nicer than Caroline Springs, or Tranquil Palm Waters!
Good to see still having fun, talk soon, Doopa
MATI, Babcia JOLA i Dziadek ANDRZEJ :
Date: May 21, 2009 @ 19:46
Cześć ciocia IZA i wujek KAMIL.
Mateuszek też śledzi podróż i bardzo zainteresowany jest Waszym brum, brum. Już przejawia zainteresowanie motoryzacją, w szczególnosci motorami. Posyłamy buziaczki.Szczęsliwej drogi!
Paweł z Suwałk :
Date: May 21, 2009 @ 20:01
Ciągle pełnego baku, zbiorników pełnych wody i przyjaznych ludzi. Życzymy wytrwałości!!!! Pozdrawiamy całą rodzinką z Suwałk. Do zobaczenia w Polsce;)
Ewa B.z/d Gamańska :
Date: May 21, 2009 @ 20:10
uÅ›miech posyÅ‚am, co można wiÄ™cej… to co byÅ‚o najważniejsze powiedziaÅ‚ mój przedmówca :-))
Dana :
Date: May 21, 2009 @ 20:27
I ja tez zycze Wam siły zarówno fizycznej jak i psychicznej,sledze niemal kazdy dzien,pozdrawiam,mama i marek
romson :
Date: May 25, 2009 @ 22:40
jeny!!jak ja lubie sobie wejsc na waszego bloga ,poczytac ,przejechac sie z wami kolejny odcinek….trzymajcie sie !!!!
Piotr :
Date: May 26, 2009 @ 3:05
Siema,
Ciekawy etap, gratulacje!!
Ja za dwa tygodnie ide w kajdany….
A Krzys i Wojciu jada do Laosu tropem mojej motocyklowej wycieczki, a tam podobno leje, jejeje…..
beda mieli jazde jak po “masle” hehe,
Pozdrowienia z Silly-pore,
Trzymta sie ramy !!
ola :
Date: May 26, 2009 @ 14:24
Fantastycznie mi sie czyta Wasza strone i jak lacze pozawala to podziwiam zdjecia, no i zazdroszcze Wam zescie jeszcze w Czarnej Afryce,bo ja juz jutro wjezdzam do Mauretanii i plakac mi sie chce.
Usciski z Senegalu