Cel Kinszasa, DRK
May 5, 2009 9:47 am 32. Angola, 33. D.R.CZ Namibii, kraju bardzo rozwinietego turystycznie wjechalismy do zniszczonej 40 letnia wojna domowa Angolii, zupelnie jeszcze nie przygotowanej na turystyke. Dopiero od 2002r. panuje tutaj pokoj. Jeden z najbardziej zaminowanych krajow na swiecie! Widac tez sporo zniszczonych budynkow, wrakow aut i pozostawianych sowieckich czolgow. Jednak w tym kraju spotkalismy najbardziej goscinnych, wesolych i otwartych ludzi w calej Afryce! Na przydroznych postojach lokale zapraszaja nas na jedzenie, zimne piwo i tankuja zbiorniki. Jednoczesnie stanowczo odmawiajac przyjecia zaplaty. Angolczycy sa super…
Przejscie graniczne z Angola przeszlo bardzo lekko. Odprawa paszportowa, podbicie karnetu i jazda dalej. Nie mielismy zadnej kontroli, nie przeszukiwali nas, nie sciagneli zadnej kasy. Z granicy pojechalismy do Lubango, a pozniej na wybrzeze do Namibe. Po kilku miesiacach jazdy po lewej stronie musielismy sie przestawic na jazde po prawej stronie. Co do stanu drog w Angolii, to wszystko sie zmienilo w przeciagu ostatnich 2-3 lat. Chinczycy w tempie ekspresowym buduja drogi, stadiony i inne kompleksy. Kraj ten jest zalany przez Chiny. I co najlepsze, polowa Chinczykow budujacych drogi w Angolii sa wiezniami w Chinach, bez paszportow. Czyli robota za darmoche.
Do niedawna jeszcze jedyna glowna droga prowadzoca do stolicy byla bardzo off-roadowa. Teraz wiekszosc jest juz pokryta asfaltem. Tylko niektore odcinki pozostaja nadal szutrowkami.

Ale bez zadnej tragedii. Brak drog w Angolii pozostaje juz tylko tzw. mitem, przynajmniej tak jest na poludniu i w centralnej czesci kraju.
Pierwsza noc spedzilismy w przydroznym buszu, wczesniej zastanawiajac sie, czy moglby to byc jeszcze teren zaminowany.
Panowie maja co podziwac na czarnym ladzie… Kobiety z plemienia Cubali.


Z Namibe, pojechalismy przez Benguele/Lobito w kierunku stolicy Angoli, Luandy. Klimat mijanych wiosek jest niepowtarzalny. Ludzie doslownie tanczyli na nasz widok! To wszystko po czesci jest skutkiem braku turystow. Za kilka lat pewnie sie to juz zmieni.

I tak jadac w kierunku Luandy, zostalismy zatrzymani przez miejscowego ludka - Jorge. Jak sie pozniej okazalo Jorge jest rozwniez motocyklista. Po krotkiej gawedce przy drodze, zostajemy zaproszeni na nocleg. Jako ze, tej nocy bylismy bezdomni, a ceny hoteli sa kosmiczne, przyjelismy ta propozycje. Dalej pojechalismy przez nastepne 200km juz razem. Poznalismy tez sporo innych motocyklistow z miejscowego klubu motocyklowego “AMIGOS DA PICADA”. Kamil zostal zasypany podarunkami w formie nowego oleju, filtrow itp. Lokale sie niezimiernie ciesza z naszego przyjazdu o ich kraju.

Launda jest zakorkowanym i jednym z najdrozszych miast swiata. Ceny panujace tutaj sa wyzsze nawet niz w samej Moskwie. Najtanszy hotel to wydatek okolo 80 usd. Jedynie cena wachu pozostaje calkiem niezla, bo niecale 0,60usd/litr.
W Luandzie zawitalismy tez w Ambasadzie Polskiej. Iza wyrabiala kolejny paszport tymczasowy. Zostalismy niesamowicie milo przyjeci przez cala Ambasade, lacznie z zaproszeniem na polski obiad. Pozdrawiamy cala Ambasade RP w Luandzie!!!
Ze stolicy razem z kilkoma angolskimi motocyklistami (ktorzy postanowili w ten sposob pozegnac) ruszylismy na polnoc w kierunku granicy z Kongo. Pierwszy stop na sniadanie. Normalnie w tym miejscu serwuja malpy, ale tym razem zapodali na stol antylope i lokalne sfermentowane wino z palmy “marufu”. Im bardziej na polnoc, tym stan drog byl coraz gorszy. Na noc zatrzymalismy sie na stancji u wodza wsi w Damba.

Kolejny dzien to wylacznie drogi szutrowe. Pokonywalismy wolno kilometry angolskich dzungli. Zaczela sie tropikalna ulewa, wiec drogi zmienily sie blyskawicznie w jeziora blotne.

Ekipa angolska jechala na oponach szosowych, wiec slizgali sie na tym blocie jak po masle. Smiechu bylo co niemiara. Wszyscy po kolei zaliczalismy gleby. Przejechalismy tylko 100 km w 10 godzin.
Granica z Kongo, jeszcze CONGO BELGE na znaku granicznym.

Granice przekroczylismy w Banza Sosso. Formalnosci przeszly bardzo gladko. Przekroczylismy waznosc wizy tranzytowej o 4 dni, ale nikt tego nie sprawdzal. Odprawa po stronie kongolskiej bardzo w stylu afrykanskim czyli wolnym. Co najmniej ze cztery razy zmienialismy miejsca posiedzen w przeroznych bambusowych chatkach. Z kazda zmiana chatki, oficerowie przenosili krzesla. Ogladali nasze paszporty, szczepienia i wizy conajmniej po 10 razy. Spisywanie naszych danych, literka po literce. Caly proces zajal ze trzy godziny. Od granicy zaczela sie tragiczna droga.

Wyciekajacy olej…

160km przejechane w dwa dni. Ludzie bez znaczenia czy mlodzi czy starzy bardzo zebraja, pokazuja na brzuchy ze glodni i natarczywie domagaja sie kasy. Wolaja, “bialy, bialy..daj pieniadze.” Na noc zatrzymalismy sie w placowce misji katolickiej. Bilans szkod calej ekipy to cieknacy olej, zlamane lusterka, polamane plastiki i stelaze, no i jeszcze chlopaki zaplacili bakszysz 300 usd za nielegalne (jak im powiedziano) wizy kongolskie. Po fakcie sami stwierdzili ze dali sie nabrac, ale bylo juz za pozno na odzyskanie gotowki. Zaczal sie asfalt. Pojechalismy na polnoc do Kinszasy, pozostali na poludnie w kierunku Luandy. Nastepne kilka dni spedzimy w Kinszasie. Kolejny cel to Brazzeville w Kongo.
Piotr :
Date: May 6, 2009 @ 6:53
ALAMAK !!!!
co za jazda …… chyba porwe jakis samolot, zapakuje moja “pomarancze” i sie do was dolacze na spadochronie !!!
Super macie
Pozdr. Piotr
Chomik :
Date: May 6, 2009 @ 7:36
Åšledzimy Was
i trzymamy kciuki, przecierajcie szlaki, bo rodzi się w nas pomysł na dokończenie przejazdu przez Afrykę zaczynając od Cape Town tym razem zachodnią stroną
Pozdrowionka
Ekipa motopodroze.pl
Luca :
Date: May 7, 2009 @ 10:46
Egzotyka odjazdowa ale czy nie tęsknicie odrobinkę za domkiem?
Pozdrowienia i czekamy tu na Was w Polsce.
Ambsada RP w Luandzie :
Date: May 24, 2009 @ 19:43
Dziekujemy za pozdrowienia i mile slowa.
Cieszymy sie, ze podroz dobrze Wam idzie, ze jedziecie do przodu i juz dotarliscie do Libreville. Czeka Was jeszcze troche trudnych drog i pora deszczowa przez najblizsze kilka miesiecy, ale poradzicie sobie.
Powodzenia, trzymajcie sie!
Ambasada RP w Luandzie
pokryfka :
Date: August 23, 2009 @ 13:47
patrze na zdj drugie od dolu i ja tam _zadnej_ drogi nie widze..