Dalej w Namibii

4:58 pm 31. Namibia

Dotarlismy do Oshakati, w polnocnej czesci Namibii. Wyrabiamy tutaj wizy do Angolii, ale nie bedzie lekko. Dzis rano zawitalismy w konsulacie Angolii. Uprzejma pani nie przyjela naszej aplikacji wizowej, bo zaproszenia byly nie kompletne. Po czym poinformowala Nas ze, wizy sa dosyc drogie - od 350 do 400 usd/os., i ze nie koniecznie ja dostaniemy. To wszystko zalezy od tego, czy ambasador to zakceptuje, a pozniej papiery musza zostac potwierdzone przez Luande w Angolii. Caly proces moze zajac ponad 14 dni. Po krotkiej gawedce z Grace cena wizy sporo zmalala, bo az do troche ponad 100 usd/osoba. Doszlo do tego, ze w konsulatach trzeba sie targowac! Jutro rano ponownie uderzamy do konsulatu, z nowymi zaproszeniami. Troche slyszelismy historii innych mtocyklistow - niektorzy wcale nie dostaja wiz i wysylaja motory do Ghany, a nie ktorzy po tym jak slono zaplaca, to w koncu wizy dostaja. Coz w Afryce trzeba sie wyluzowac. Zawsze jest plan alternatywny przejazdu przez Zambie, a pozniej do D.R.K.

W Windhoku wyroblismy wizy do Demokratycznej Republiki Konga. Caly proces poszedl bardzo lekko. Wizy odebralismy jeszcze tego samego dnia, cena 100 usd/glowa. Wizy do Konga wyrobimy jednak w Kinszasie, D.R.K. W miescie wpadlismy na ciekawego ludka Flo z Belgii, ktory przyjechal do Windhoek w poszukiwaniu pracy jako pilot lotniczy, i zarazem tez afrykanskich przygod. Gawedzilo sie niezle przy butelce whisssskyyy, a Kamil teraz ma kilka dodatkowych pomyslow na prace w lotnictwie…

Co dalej pojechalismy bocznymi szutrowkami przez park Namib-Naukluft Park w kierunku wybrzeza do Walvis Bay. Przekroczylismy tez zwrotnik koziorozca. Po drodze zostajac na noc w niestrzezonym kempingu w Mirabib, gdzie normalnie trzeba miec pozwolenie zeby nocowac, ale bez tez mozna wjechac. Wszystko jest tam nie kontrolowane jeszcze. Miejscowka byla super, posrodku pustkowia, dookola tylko sawanna az po horyzont.

Caly odcinek trasy od Windhoek az po wybrzeze jest calkowitym odludziem, zero wiosek i wody! CPN nie bylo przez 400 kilosow. Raczej trzeba byc w tych rejonach samowystarczalnym jezeli chodzi o wode, zarcie i paliwo.

A tak wygladaly niektore odcinki, gdzie troche bladzilismy, i kilka razy Kamil sie polozyl bokiem.

W Walvis Bay zatrzymalismy sie na zimny browar. Temperatury w ostanie dni siegaja ponad 35C., bardzo pustynnie. Zlapalismy tez ze trzy gumy w tym ciepelku….

Dalej przez Swakapound pojechalismy w gore wzdluz wybrzeza az pod Cape Cross. Droga byla dosyc monotonna. Pozniej odbilismy juz wglab ladu, gdzie zostalismy na noc w buszu, zjadajac standardowo makaron z tunczykiem. I tak przez Opuwo dojechalismy do Oshakati. Polnoc jest dosyc zalana przez deszcze.

Pewnie przez kilka dni pokrecimy sie w tej miescinie, a pozniej pojedziemy w kierunku rejonow zamieszkiwanych przez plemiona Himba. A do dwoch tygodni powinnismy wjechac do Angolii, oby :)

5 Responses
  1. kate :

    Date: March 31, 2009 @ 12:52

    powodzonka w dalszym etapie!
    i pewnie widzimy sie niebawem:_)))

  2. Mateusz :

    Date: March 31, 2009 @ 17:43

    Zajefajne foty ;) !!!

    Szerokiej drogi !!!

    Pozdraaaawiammmm !

  3. Luke :

    Date: April 4, 2009 @ 11:42

    are you throwing up under that tree?

  4. singapore2poland :

    Date: April 4, 2009 @ 11:51

    it’s called changing a tyre Luke, something you might not be familiar with.. hehehe

  5. olo :

    Date: April 6, 2009 @ 11:24

    niesamowita przestrzen nawet na tych malych zdjeciach.. mam nadzieje ze dostaniecie wizy, pozdrawiam mocno

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.