Dzien bladzenia :)

7:30 am 08. Mongolia

W jedynej z wiekszych wiosek na Gobi (gdzie nawet mozna zobaczyc asfalt na ulicach) Dalanzagad zostajemy zaproszeni zeby spedzic noc z lokalami w mongolskiej jurcie. Patrzac na cala kilkunasto osobowa rodzinke decydujemy sie ze rozbijemy namiot zaraz obok jurty, bo mogloby byc troche ciasnawo… Spedzamy z Nimi naprawde fajny wieczor, na stole pojawiaja sie pierogo-kluski z baranina i mongolska herbata z baranim mlekiem i sola!

Stamtad jedziemy przez Dugany Am w strone najwiekszych wydm piaskowych Khongoryn Els na pustynii Gobi. Trasa przez Dugany Am (nie ma jej na mapach) wiodla przez wyschniete koryto rzeki. Do lipca jest w ogole nie przejezdna z powodu topniejacych sniegow. W niektorych miejscach byla naprawde bardzo waska i robila wrazenie!

Generalnie staramy sie unikac glownych tras turystycznych, wiec z wydm odbijamy juz na polnoc w kierunku wioski Bogd. Jak to ze w Mongolii znakow nie ma i rozjazdow jest tysiace, wiec nie ciezko jest zle pojechac. My odbijamy zle (czesciowo przez to ze wysiadla linka licznika kilometrow) i przez nastepne kilka godzin krecimy sie prawie wkolo, jadac bardzo lokalnymi drozkami i co jakis czas pytajac tubylcow “where is bogd?”. Jako ze oni nie znaja sie na mapach i kierunki wyznaczane sa przez slonce, niektore ze wskazywanych bardzo kamienistych tras wiodly przez gorki i caly czas przecinaly koryta wysuszonych rzek… Troche Nas trzeslo i napewno byloby latwiej jechac tutaj bardziej lekko! W koncu dojezdzamy do tej wlasciwej trasy i przecinajac gory docieramy do dlugo oczekiwanego Bogd. Jak na razie byla to jedna z najbardziej dzikich i odludnych tras.

Lubimy sie zaznajamiac z lokalami, dlatego tez w planie (i tak tez robimy) mamy nocowac w namiocie zaraz obok jurt. Wczoraj zostalismy zaproszeni na uczte, bo akurat w ten dzien zabili barana. Pierwsza podana zostala zupa barania, a pozniej tubylcy z jednej miski na ziemi wyjadali wszelkie (jakie sa mozliwe) wnetrznosci z barana, a my razem z Nimi…

Nawet 10 miesieczne dziecko zjadalo te wnetrznosci!! Wygladalo to troche obrzydliwie… Pilismy tez napoj alkoholowy Kumys (sfermentowane kobyle mleko) i jedlismy suszony ser barani. Iza tez jezdzila na koniu! Zabawa byla spoko.

Spotykamy samotnie jadaca juz po raz drugi dookola swiata japonke Yukiko. Podroz planuje przez nastepne 2-3 lata jadac na Suzuki DR250. Wiezie ze soba sos sojowy, zupki miso, ryz japonski i klamerki na pranie jak ponizej. No, niezle… Spi w namiocie i to bez znaczenia w ktorym kraju :)

Teraz dotarlismy do Tsetserleg.

6 Responses
  1. maru :

    Date: July 21, 2008 @ 11:08

    wow to niezle, wnetrznosciami z barana sie nie jaram, ale spotkanie z yukiko mnie az wzruszylo heh i jeszcze ze ze soba miso wiezie i sos sojowy…

  2. Dana :

    Date: July 23, 2008 @ 7:05

    Izabela,wszystkiego najlepszego…..:)

  3. maru :

    Date: July 23, 2008 @ 20:32

    STOOOOOO LATTTTT, STOOOOOO LAAAATTTTT SISTERKO!!!!

  4. aśka :

    Date: July 23, 2008 @ 21:15

    piękne widoki, jedzonko może niezbyt wykwintne ale zawsze to jedzonko:) życzenia zdrówka i wszystkiego najlepszego Iza! do zobaczenia!

  5. Ola :

    Date: July 26, 2008 @ 5:13

    super..super!!!!

  6. Tash :

    Date: September 9, 2008 @ 15:38

    OMG- You guys are incredible! Everytime I log on to see where in the world you are, I am captivated by your tales and adventures. I admire you both so much what you are doing. I’d love to do something similar one day, although I think it would be a challenge being a vegetarian! especially when I hear stories of kind locals inviting you to share Sheep organ soup! My worst fear!
    Stay safe you two and keep having fun.
    Tash x

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.