Dzien bladzenia :)
July 21, 2008 7:30 am 08. MongoliaW jedynej z wiekszych wiosek na Gobi (gdzie nawet mozna zobaczyc asfalt na ulicach) Dalanzagad zostajemy zaproszeni zeby spedzic noc z lokalami w mongolskiej jurcie. Patrzac na cala kilkunasto osobowa rodzinke decydujemy sie ze rozbijemy namiot zaraz obok jurty, bo mogloby byc troche ciasnawo… Spedzamy z Nimi naprawde fajny wieczor, na stole pojawiaja sie pierogo-kluski z baranina i mongolska herbata z baranim mlekiem i sola!

Stamtad jedziemy przez Dugany Am w strone najwiekszych wydm piaskowych Khongoryn Els na pustynii Gobi. Trasa przez Dugany Am (nie ma jej na mapach) wiodla przez wyschniete koryto rzeki. Do lipca jest w ogole nie przejezdna z powodu topniejacych sniegow. W niektorych miejscach byla naprawde bardzo waska i robila wrazenie!

Generalnie staramy sie unikac glownych tras turystycznych, wiec z wydm odbijamy juz na polnoc w kierunku wioski Bogd. Jak to ze w Mongolii znakow nie ma i rozjazdow jest tysiace, wiec nie ciezko jest zle pojechac. My odbijamy zle (czesciowo przez to ze wysiadla linka licznika kilometrow) i przez nastepne kilka godzin krecimy sie prawie wkolo, jadac bardzo lokalnymi drozkami i co jakis czas pytajac tubylcow “where is bogd?”. Jako ze oni nie znaja sie na mapach i kierunki wyznaczane sa przez slonce, niektore ze wskazywanych bardzo kamienistych tras wiodly przez gorki i caly czas przecinaly koryta wysuszonych rzek… Troche Nas trzeslo i napewno byloby latwiej jechac tutaj bardziej lekko! W koncu dojezdzamy do tej wlasciwej trasy i przecinajac gory docieramy do dlugo oczekiwanego Bogd. Jak na razie byla to jedna z najbardziej dzikich i odludnych tras.

Lubimy sie zaznajamiac z lokalami, dlatego tez w planie (i tak tez robimy) mamy nocowac w namiocie zaraz obok jurt. Wczoraj zostalismy zaproszeni na uczte, bo akurat w ten dzien zabili barana. Pierwsza podana zostala zupa barania, a pozniej tubylcy z jednej miski na ziemi wyjadali wszelkie (jakie sa mozliwe) wnetrznosci z barana, a my razem z Nimi…

Nawet 10 miesieczne dziecko zjadalo te wnetrznosci!! Wygladalo to troche obrzydliwie… Pilismy tez napoj alkoholowy Kumys (sfermentowane kobyle mleko) i jedlismy suszony ser barani. Iza tez jezdzila na koniu! Zabawa byla spoko.
Spotykamy samotnie jadaca juz po raz drugi dookola swiata japonke Yukiko. Podroz planuje przez nastepne 2-3 lata jadac na Suzuki DR250. Wiezie ze soba sos sojowy, zupki miso, ryz japonski i klamerki na pranie jak ponizej. No, niezle… Spi w namiocie i to bez znaczenia w ktorym kraju

Teraz dotarlismy do Tsetserleg.
maru :
Date: July 21, 2008 @ 11:08
wow to niezle, wnetrznosciami z barana sie nie jaram, ale spotkanie z yukiko mnie az wzruszylo heh i jeszcze ze ze soba miso wiezie i sos sojowy…
Dana :
Date: July 23, 2008 @ 7:05
Izabela,wszystkiego najlepszego…..:)
maru :
Date: July 23, 2008 @ 20:32
STOOOOOO LATTTTT, STOOOOOO LAAAATTTTT SISTERKO!!!!
aśka :
Date: July 23, 2008 @ 21:15
piękne widoki, jedzonko może niezbyt wykwintne ale zawsze to jedzonko:) życzenia zdrówka i wszystkiego najlepszego Iza! do zobaczenia!
Ola :
Date: July 26, 2008 @ 5:13
super..super!!!!
Tash :
Date: September 9, 2008 @ 15:38
OMG- You guys are incredible! Everytime I log on to see where in the world you are, I am captivated by your tales and adventures. I admire you both so much what you are doing. I’d love to do something similar one day, although I think it would be a challenge being a vegetarian! especially when I hear stories of kind locals inviting you to share Sheep organ soup! My worst fear!
Stay safe you two and keep having fun.
Tash x